Strawa u Piasta Kołodzieja z amerykańskim akcentem

Oj dawno nie było mnie na pałuckiej ziemi. Plan na dziś miałem w sumie dość prosty. Założyłem sobie, że odwiedzę trzy miejsca. Można byłoby pewnie coś jeszcze wcisnąć, ale nie oto chodziło. Z Janowca Wielkopolskiego ruszyłem boczną drogą w kierunku Rogowa. Trasa, mimo licznych mniejszych lub większych pagórków całkiem przyjemna. Wszędzie rozciągały się pola uprawne. I tak sobie dojechałem do miejscowości Rogowo. Trochę żałowałem, że w majówkę nie grają żadnych spotkań w lidze hokeja na trawie. Chętnie taki mecz obejrzałbym na żywo. A tak nie pozostało mi nic innego jak tylko przebić się nad S5 w kierunku Gąsawy. Teren jako się rzekło pofalowany, ale droga rewelacyjna. Niestety przełożyło się to na dość szybką jazdę samochodów o czym porozmawiałem sobie chwilę z policyjnym patrolem. W samej Gąsawie robię przerwę na uzupełnienie płynów. Trzeba było to zrobić bo choć było dość wcześnie to słoneczko od rana pięknie świeciło. Z Gąsawy do samego Biskupina mam piękną, nową ścieżkę rowerową. Szybko docieram do pierwszej atrakcji jaką na dziś sobie zaplanowałem. Chyba nie ma osoby, która nie była lub nie słyszała o osadzie w Biskupinie. Zakupuję bilet wstępu i ruszam na zwiedzanie. Tak sobie przypominam, że będzie około dziesięciu lat kiedy byłem tam ostatni raz. Warto zaznaczyć, że miejsce cały czas się rozwija. Przy okazji majówki było mnóstwo stoisk również z jadłem i napitkiem. Zanim je odwiedziłem ruszyłem w stronę chaty Wisza, jednego z bohaterów Starej Baśni, którą tutaj kręcono. Kierując się w stronę słynnej zrekonstruowanej osoby odwiedziłem wioskę wczesnopiastowską. A tam mnóstwo punktów z różnymi wyrobami. Wreszcie dotarłem do najbardziej znanego miejsca w Biskupinie. 


Mam szczęście gdyż nie ma zbyt wielu ludzi. Można więc spokojnie przejść się po różnych stanowiskach. Ale za to nie udało mi się przepłynąć łodzią. Niestety nie można mieć wszystkiego. Widząc gęstniejący tłum uznałem, że czas jechać dalej. Jak już wspomniałem przy stanowiskach z jadłem zakupiłem sobie swojską kiełbasę oraz bardzo dobry napitek prosto z Gruzji. Z Biskupina mam jedynie malutki kawałeczek do przejechania i melduję się w Wenecji. Tam zwiedzam sobie Muzeum Kolejki Wąskotorowej. 


Kolejnym punktem jest położony tuż obok zamek a właściwie jego ruiny. Na jego dziedzińcu Drużyna Wojów Piastowskich Jantar ważyła strawę, której w ramach biletu można było spróbować. Przekąsiłem więc nieco mięsiwa upieczonego na ognisku, przegryzłem podpłomykiem. No i przepiłem kwasem chlebowym, który był całkiem dobry. A po spacerze gdzie obejrzałem machiny oblężnicze załapałem się jeszcze na mega gęsty krupnik. Posilony słowiańską strawą mogłem ruszyć w kierunku Żnina. Po drodze trafiły mi się dwa solidne podjazdy. Ale dość sprawnie dotarłem stolicy Pałuk. Nie miałem w planach jej zwiedzania. Toteż po małej rundzie skierowałem się w stronę Bożejewiczek. Tam bowiem czekała na mnie ostatnia zaplanowana na dziś atrakcja czyli Silverado City. Miasteczko stylizowane na takie rodem z Dzikiego Zachodu. Przy wejściu młody człowiek zapewnił, że zerknie na mój rowerek. Bilet wstępu nie kosztuje mało, ale miejsce jest całkiem ciekawe. Z racji tego, że było gorąco skierowałem się do Saloonu. 


Tam w chłodnym miejscu mogłem napić się pepsi. Przy okazji załapałem się na pokaz tańca rodem z Dzikiego Zachodu. Zajrzałem też do siedziby szeryfa czy banku. 
Czas miałem dobry toteż nie spiesząc się zbytnio ruszyłem w stronę Janowca Wielkopolskiego. 

Komentarze