sobota, 11 czerwca 2016

Zapomniany dworek w Koniecpolu

Nowy osprzęt u Gwidona zamontowany, można było więc ruszyć w dłuższą trasę, aby sprawdzić jak daje sobie radę. W towarzystwie Dominika ruszyliśmy w kierunku Koniecpola. Może to dziwnie zabrzmi, ale jeszcze mnie tam nie było. 
Jedziemy dobrze znaną nam trasą przez Pławno, Gidle, Cielętniki do Świętej Anny. Skręcamy w lewo i lecimy na Koniecpol. Wiem, że zabrzmi to trochę dziwnie, ale z chwilą przejechania granicy województwa świętokrzyskiego mogło by się wydawać, że znaleźliśmy się jakby w innym świecie. Płaska jak stół droga zachęca do szybszej jazdy. Po drodze mijamy "sakwiarza", który odpoczywa na przystanku. Docieramy do Koniecpola. Przygodnie napotkane panie pytam o dworek Koniecpolskich. Panie informują nas, że trzeba skręcić za Biedronką. Nie ma to jak precyzyjna informacja. Na szczęście była tabliczka, która pokierowała nas do celu. Niestety widok dworku bardzo mnie zmartwił. Lata świetności ewidentnie ma już za sobą.


Zespół pałacowo-parkowy w Koniecpolu został wzniesiony na początku XVII wieku przez Aleksandra Koniecpolskiego. Objeżdżamy dworek dookoła. W międzyczasie napatoczył się autochton. Postanowiłem go zapytać co się obecnie dzieje z dworkiem. Odór "ognistej wody" od mojego rozmówcy wskazywał z jednej strony, że świętowanie otwarcia EURO 2016 musiało być huczne, z drugiej zaś tacy jegomoście zawsze mają dużą "wiedzę" o okolicy. Okazało się, że za czasów tzw. komuny był to dom kultury. Potem dworek przejął wnuk przedwojennych właścicieli. Ten wystawił go na allegro. Rok temu kupił go jeden z biznesmenów i tak sobie stoi. 
Ruszamy w kierunku Secemina. Zatrzymujemy się w miejscowym Lewiatanie. Czas na odpoczynek i drobne zakupy. Kręcąc się między sklepowymi półkami natrafiłem na wodę sodową. Starsze pokolenie z pewnością wie o czym mówię. Koniecznie musiałem znów poczuć smak tego napoju. Klasyczna butelka z czasów PRL o pojemności 330 mln. Jedna rzecz się tylko nie zgadzała na etykiecie widnieje informacja, że pojemność butelki to 325 mln. Oj zebrało mi się na wspomnienia. 
Na ujechaliśmy nawet kilometra a już trzeba było się zatrzymać na rynku. Wszak nie codziennie spotyka się dwa "nagie miecze".


Ruszamy w dalszą drogę. Dogoniliśmy "sakwiarza", którego wcześniej widzieliśmy na przystanku. Chwilę jedziemy razem. Okazuje się, że podróżnik wraca z Czarnogóry. Pełen szacunek za pokonany dystans. 
Docieramy do Czarny, miejsca urodzenia hetmana polnego koronnego Stefana Czarnieckiego. 


Śmigamy na Włoszczowę. Skręcamy w prawo na Przedbórz. W Dobromierzu zatrzymujemy się w miejscowym sklepie "Groszek". Czas na kolejny odpoczynek i uzupełnienie płynów. Wśród napojów odnajduję oranżadę z krasnalem. Okazuje się, że produkuje ją ten sam pan, który wytwarza wodę sodową. Przy okazji pozdrawiam sympatyczne panie ze sklepu, przed którym urządziliśmy sobie małą biesiadę. Tak sobie siedzimy aż tu nadchodzi starszy jegomość, który zakupuje dwie butelczny wina z rocznika bieżącego. 
Czas ruszać w dalszą drogę. Jedziemy przez Krzętów, Wielgomłyny, Kobiele Wielkie. Tam ostatni przystanek. Jeszcze tylko kilkanaście km i dojeżdżamy do Radomska. Licznik wskazuje 134 km.

1 komentarz:

  1. Fajne obiekty miałeś okazję zobaczyć :)! Niedługo mam zamiar ruszyć na wycieczki rowerowe, co prawda niedaleko, gdzieś tu w okolicy, muszę tylko kupić pedały :D!

    OdpowiedzUsuń