sobota, 11 marca 2017

Borzykowa czyli tam gdzie wprowadzono celibat

Poniosło mnie dziś na rubieże powiatu radomszczańskiego. W bardzo ciekawe miejsce a mianowicie do niewielkiej wioski o nazwie Borzykowa. Dawno tam nie byłem. Ostatni raz jeszcze Marjankiem czyli lata temu...
Pierwsze kilometry trasy były bardzo monotonne. W końcu jechałem po raz kolejny utartym szlakiem na Gidle, Pławno, Wojnowice, Ciężkowice. W tej ostatniej miejscowości skręt w lewo na Żytno. Droga w tamtym miejscu fatalna. Trudno o jakikolwiek kawałek płaskiej jezdni. Wszędzie tylko dziury i dziury. Docieram w końcu do Żytna. Tym razem skręcam w prawo w niepozorną drogę, która ma mnie zaprowadzić do miejsca docelowego czyli Borzykowej. Po drodze mogę posłuchać radosnego śpiewu różnego rodzaju polnych ptaszyn. Widać, że powoli przyroda budzi się z zimowego snu. Tak jadąc bezdrożami docieram do Borzykowej. W centrum wsi jak to w Polsce okazały kościół. Rozglądając się po okolicy trudno uwierzyć, że przed wiekami odbyło się tu bardzo ważne spotkanie. Jakie?


Przenieśmy się zatem do początków wieku XIII. Borzykowa była wówczas jedną z największych parafii w w kraju, którego tak naprawdę nie było. Wszak był to okres rozbicia dzielnicowego. Pod koniec lipca 1210 roku do Borzykowej zjechali książęta: Leszek Biały, Konrad Mazowiecki, Henryk Brodaty i Władysław Odonic. Oprócz nich do Borzykowej przyjechała również ówczesna wierchuszka kleru z Wincentym Kadłubkiem na czele. Obok kolejnych przywilejów, które zagwarantował sobie kler na spotkaniu w Borzykowej zdecydowano o wprowadzeniu obowiązkowego celibatu dla kleru. Celibat obowiązywał duchowieństwo co prawda od końcówki XII wieku, ale historycy szacują, że w ówczesnych czasach co czwarty klecha miał rodzinę. Ciekawostką jest fakt, że podczas zjazdu proboszcz borzykowski otrzymał przywilej zwalniający z celibatu. Podobno do dziś nie został on cofnięty. 
Tyle historii związanej z Borzykową. Czas wracać do domu. Aby nie jechać tą sama drogą śmignąłem prze Sady, Pągów i Polichno. Jeszcze tylko Silnica i znów wylądowałem w Żytnie. Wiatr trochę przeszkadzał, ale udało się zaliczyć nieco ponad 80 km. 

1 komentarz:

  1. Ciekawa historia z tym celibatem i największą parafią w kraju, dziś chyba jedną z najmniejszych. To się nazywa chichot historii:)

    OdpowiedzUsuń