sobota, 6 sierpnia 2016

Przemyskie ślady wojaka Szwejka

Sobotni poranek przywitał mnie niebem zasnutym grubą powłoką chmur. W takich warunkach przyszło mi opuszczać gościnną Bezmiechową Górną. Z uwagi na to, że miałem w świadomości jazdę z sakwami i liczne podjazdy jakie czekały na mnie w Górach Słonnych skierowałem się od razu na Olszanicę przez co zaoszczędziłem ładnych parę kilometrów. 
Od początku trasa jest wymagająca a jej trudność potęguje śliska nawierzchnia. W Wańkowej zatrzymuję się na drobne zakupy. Miejscowy koneser win poleca szczególnie markę, gdzie na etykiecie jest pani w stroju topless. Mimo dobrej reklamy nie decyduję się na zakup. 
Na 17 km za miejscowością Ropienka dopada mnie kryzys. Muszę na chwilę zsiąść z roweru. Ale za chwilę znów wsiadam na Gwidona i śmigam dalej. W Wojtkówce potężny zjazd w dół, w czasie, które Gwidon rozwija niebotyczna prędkość. Dobrze, że nawierzchnia jest już sucha. Docieram do miejscowości Jureczkowa. Jestem zaledwie kilka kilometrów od granicy z Ukrainą. Przede mną około 10 km wspinaczki do Arłamowa. Tak to ta miejscowość, gdzie nasi piłkarze szykowali się do EURO. Mozolnie wdrapuje się na górę. Skręt w lewo i za 800 metrów słynny hotel w Arłamowie. Widząc olbrzymi podjazd rezygnuje z odwiedzin tego miejsca. Wolę delektować się zjazdem. Tym razem 10 km w dół bez kręcenia. Zatrzymuję się dopiero w sklepie w Makowej, gdzie robię zakupy. Sympatyczny sprzedawca zaprasza mnie na panel dyskusyjny z miejscowymi smakoszami piwa. Trochę odpoczywam i dalej w drogę. Za Makową w kierunku Huwnik znów podjazd. W Aksmanicach postój na uzupełnienie płynów. Jeszcze tylko Fredropol, Grochowce, Pikulice i jestem w Przemyślu. Początkowo nie mogę się odnaleźć, ale w biurze informacji turystycznej otrzymuję mapę i łatwiej jest mi się poruszać. 
Przemyśl ma mnóstwo miejsc związanych zarówno z I jak i II Wojną Światową. Nie sposób zwiedzić wszystkiego w ciągu kilku godzin. Wybieram więc tylko kilka obiektów. Najpierw odwiedzam Muzeum Twierdzy Przemyśl. Następnie zamek wzniesiony za czasów Kazimierza Wielkiego. 
Postanawiam odwiedzić jeszcze dwa miejsca, które minąłem w poniedziałek. Wówczas były zamknięte. Dziś miałem więcej szczęścia. Najpierw zwiedzam bunkier z tzw. linii Mołotowa. Następnie kieruję się w stronę tzw. bariery sanockiej gdzie stacjonuje Przemyskie Stowarzyszenia Dobrego Wojaka Szwejka. I tym razem mam farta bo członkowie stowarzyszenia są i wpuszczają mnie na teren obiektu.


Powoli trzeba wracać w kierunku dworca PKP skąd wyruszę w drogę powrotną do Radomska. Zanim jednak to nastąpi mam jeszcze trochę czasu. Zwiedzam więc rynek. Chwilę odpoczywam na ławeczkę, na której siedzi sobie Wojak Szwejk. 


Jeszcze tylko czas na jedzenie i można wracać. W jednej z rynkowych knajpek poznaję dwójkę turystów z Łodzi, którzy na rowerach przemierzają podobny kawałek południowo-wschodnich rubieży naszego kraju. Wymieniamy się uwagami dotyczącymi naszych podróży. Miło się rozmawia, ale czas nagli. Trzeba powoli kończyć bieszczadzką przygodę. Dziś wliczając wędrówki po Przemyślu przejechałem 73 km. 

7 komentarzy:

  1. Stowarzyszenia Dobrego Wojaka Szwejka? Ależ fajnie, nie wiedziałam, że tak blisko można znaleźć miejsca związane z jednym z moich ulubionych bohaterów literackich :)

    A wspomniany Arłamów poznałam dopiero przy okazji Euro właśnie. Niezły szum był wokół tego ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajny pomysł an wyprawę! szczerze zazdroszczę! Zwłaszcza kondycji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tereny jeszcze przede mną nieodkryte:) Ale kto wie, może już niebawem;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że ja w najbliższym czasie odpadam z takich wojaży. Jak tylko dzidzia podrośnie wskakuję ponownie na rower! :) Inspirujesz!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdjęcie ze Szwejkiem najlepsze:) A czytając jego przygody można nauczyć się przeklinać po niemiecku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kryzysy na rowerze są straszne... Ostatnio złapał mnie na drodze z piachu po horyzont i ani odbić ani zawrócić ;( Łzy miałam w oczach ale wiedziałam, że jeśli zsiądę to już nie wsiądę... A czas naglił.

    Ostatnio zaczęłam zauważać, że na wschodzie jest zachowanych bardzo dużo wspomnień z czasów wojen nie tylko w miastach w postaci zamków i muzeów. Na szlakach często można spotkać pomniki, kaplice i krzyże w miejscach egzekucji, tablice pamiątkowe w okolicy wielkich bitew, stare zapomniane cmentarze i miejsca pochówku żołnierzy, partyzantów, czy powstańców... Wystarczy wyostrzyć trochę wzrok i widać jak wiele się tu działo niemal na każdym kroku...

    OdpowiedzUsuń
  7. Pozdrowienia od turystów z Łodzi, spotkanych w Przemyślu. Nam udało się wrócić na dwóch kółkach do samego domu :)

    OdpowiedzUsuń