Bardzo dobre warunki pogodowe jakie zapowiadano na sobotę trzeba było wykorzystać na wyprawę rowerową. Podobnie jak tydzień temu i dziś postanowiłem zwiedzić kolejny skansen. Tym razem wybór padł na leżącą w okolicach Lubienia Kujawskiego Kłóbkę. Recz jasna trzeba było na pierwszym etapie wesprzeć się koleją. I trzeba powiedzieć, że nasz krajowy przewoźnik nie pierwszy już raz zadbał o moje wyższe ciśnienie, fundując mi 50 minut spóźnienia. W końcu jednak pociąg przyjechał i dość sprawnie, dowiózł mnie do Włocławka. Stamtąd ruszyłem już rowerkiem w kierunku Kłóbki. Co by nie mówić byłem nieco zaskoczony ale bardzo pozytywnie. Włocławek bowiem przynajmniej na tym odcinku, który pokonywałem przywitał mnie w większości niezłą infrastrukturą rowerową. Oczywiście człowiek był też zły, że wszędzie można zadbać o fanów jednośladów, a w Radomsku nie. Korzystając z dróg rowerowych bez problemów wyjechałem z miasta. Na jego rogatkach zrobiłem jeszcze małe zakupy i można było jechać w kierunku Kłóbki. Niestety z dobrego nastroju wybił mnie silnie wiejący wiatr. Momentami wiało oczywiście w twarz tak, że nie dało się jechać. Wszystko przez fakt, że wszędzie dookoła miałem otwartą przestrzeń i na olbrzymim odcinku bez żadnej zasłony. Toteż miałem wrażenie, że nie tyle jadę co toczę się mozolnie do wyznaczonego celu. Za miejscowością Choceń odbijam w lewo. Przez moment miałem wrażenie, że wjechałem w jakiś labirynt i ciężko będzie trafić. W końcu jednak pojawiała się tabliczka drogowa, która wskazała, że jestem na właściwej drodze. Po dotarciu na miejsce można było ruszać na zwiedzania. Wybrałem opcję z przewodnikiem, gdyż tylko ona daje możliwość wejścia do wnętrz poszczególnych obiektów. Sam skansen jest jednym z młodszych w naszym kraju. Powstał w latach 90-tych minionego stulecia. W czasie spaceru zapoznałem się z życiem codziennym mieszkańców Kujaw i Ziemi Dobrzyńskiej. Trzeba również zaznaczyć, że w skansenie mamy obiekty, które należały do zamożnych gospodarzy.
Poza częścią chłopską do zwiedzania jest udostępniony dwór. Niestety z uwagi na goniący mnie czas musiałem zrezygnować z jego zwiedzania. Być może kiedyś uda mi się wrócić w to miejsce.
Jadąc z powrotem nieco zmodyfikowałem trasę, tak aby nie jechać tą samą co przed południem. Na szczęście przestało wiać, co od razu pozytywnie wpłynęło na tempo jazdy. Tak sobie jadąc bocznymi drogami za miejscowością Wilkowiczki znów zostałem miło zaskoczony. Na nowej drodze powiatowej jest powiem asfaltowa droga rowerowa a nie tak jak w powiecie radomszczańskim beznadziejne pobocze z kruszywa. W Śmiłowicach ponownie wyjechałem na odcinek, który pokonywałem rano. Można było zatrzymać się na drobne zakupy. A potem śmigać już w stronę Włocławka. Szybsze tempo jazdy sprawiło, że miałem czas na to, bay zatrzymać się na jedzonko. Po nim można było spokojnie dojechać na dworzec zamykając etap 66 przejechanym kilometrami.
Jadąc z powrotem nieco zmodyfikowałem trasę, tak aby nie jechać tą samą co przed południem. Na szczęście przestało wiać, co od razu pozytywnie wpłynęło na tempo jazdy. Tak sobie jadąc bocznymi drogami za miejscowością Wilkowiczki znów zostałem miło zaskoczony. Na nowej drodze powiatowej jest powiem asfaltowa droga rowerowa a nie tak jak w powiecie radomszczańskim beznadziejne pobocze z kruszywa. W Śmiłowicach ponownie wyjechałem na odcinek, który pokonywałem rano. Można było zatrzymać się na drobne zakupy. A potem śmigać już w stronę Włocławka. Szybsze tempo jazdy sprawiło, że miałem czas na to, bay zatrzymać się na jedzonko. Po nim można było spokojnie dojechać na dworzec zamykając etap 66 przejechanym kilometrami.
Komentarze
Prześlij komentarz