Jedno z ostatnich przed zmiana czasu ładnych okienek pogodowych trzeba było wykorzystać na jakąś wycieczkę rowerową. Zapakowałem więc Gwidona w pociąg i ruszyłem w stronę stolicy Podlasia. Trzeba przyznać, że Białystok bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Już w dworcowym tunelu pojawiła się droga rowerowa, którą pojechałem nie do końca tak jak chciałem. Szybko jednak skorygowałem trasę i wyjechałem w okolicach Zielonych Wzgórz. Tak sobie nawet pomyślałem, że można było na tej stacji wysiąść. Czas był jednak bardzo dobry więc spokojnie jechałem w kierunku pierwszej miejscowości docelowej. Trzymałem się szlaku Green Velo, który tutaj ma przynajmniej porządną infrastrukturę. Dość sprawnie dojechałem do Choroszczy. Kilka lat temu byłem już w tej słynnej na całą Polskę miejscowości. Bez problemów więc dotarłem do otoczonego ładnym parkiem Pałacu Branickich, w którym mieści się obecnie Muzeum Wnętrz Pałacowych. Za symboliczne 7 złotych zwiedzam kilka sal, w których jest spora kolekcja mebli oraz obrazów.
Po zwiedzaniu od razu ruszam w kierunku Tykocina. Jadę lokalnymi drogami. W sumie do pokonania mam około 15 kilometrów. Jedzie się całkiem dobrze, mimo że od czasu do czasu pojawiają się niewielkie pagórki.
Sam Tykocin poza zamkiem, który kiedyś już zwiedzałem ma jeszcze bardzo ładny rynek, na którym umieszczono pomnik hetmana Stefana Czarnieckiego. Są też dwie synagogi, Kościół i klasztor. Trudno zapomnieć bodaj o najsłynniejszym miejscu Alumnacie, gdzie mieści się znana w filmów "U Pana Boga..." restauracja. Niestety dziś była zarezerwowana, stąd nie mogłem skosztować serwowanych tam lokalnych potraw.
Po zwiedzaniu od razu ruszam w kierunku Tykocina. Jadę lokalnymi drogami. W sumie do pokonania mam około 15 kilometrów. Jedzie się całkiem dobrze, mimo że od czasu do czasu pojawiają się niewielkie pagórki.
Sam Tykocin poza zamkiem, który kiedyś już zwiedzałem ma jeszcze bardzo ładny rynek, na którym umieszczono pomnik hetmana Stefana Czarnieckiego. Są też dwie synagogi, Kościół i klasztor. Trudno zapomnieć bodaj o najsłynniejszym miejscu Alumnacie, gdzie mieści się znana w filmów "U Pana Boga..." restauracja. Niestety dziś była zarezerwowana, stąd nie mogłem skosztować serwowanych tam lokalnych potraw.
Sam Tykocin choć nieco senny jak wspomniałem wyżej ma sporo atrakcji do zaoferowania. Ja skupiłem się tylko na okolicach rynku. Na więcej nie pozwalał czas. Wszak dość szybko robi się ciemno. A do Białegostoku jest nieco ponad 30 kilometrów. Ruszam więc w drogę powrotną. Aż do Choroszczy jadę tą samą drogą. Dopiero na rogatkach wspomnianej miejscowości nie jadę przez centrum tylko cały czas jadę sobie drogą rowerową. Dopiero w Porosłach odbijam na Krupniki, z których cały czas jadąc bardzo dobrymi drogami rowerowymi niczym po sznurku dojeżdżam do miejsca, gdzie mam zarezerwowany nocleg. Przy okazji okazało się, że jest to dobre miejsce do rozpoczęcia choćby wycieczki do Supraśla.
Komentarze
Prześlij komentarz