Mocno świecące od samego rana słoneczko zwiastowało całkiem przyjemną jazdę. Niespiesznie opuszczałem spokojne Lubkowo z myślą, że mam cały dzień na dotarcie na Półwysep Helski. To ostatni punkt mojego krótkiego wypadu nad Jezioro Żarnowieckie a przy okazji również nad nasze piękne morze. Pierwszy fragment trasy wypadał bardzo ruchliwą drogą wojewódzką. Na szczęście już za Krokową odbijam w lewo i jadę dużo spokojniejszą drogą na Karwię. Po jakimś czasie przywitała mnie droga R 10, ale ja nie wiadomo dlaczego uparłem się aby jechać do Karwii. Chyba tylko po to aby podnieść sobie ciśnienia jak przyszło mi się przeciskać między mrowiem wczasowiczów objuczonych przeróżnym sprzętem do plażowania. Wszak trzeba zająć jak najlepszy i największy fragment plaży, grodząc się parawanami. W pewnym momencie odbijam na R 10 i już na spokojnie bez tych tłumów ruszam na Jastrzębią Górę. Trasa jest na tyle dobrze poprowadzona, że omija te najruchliwsze fragmenty tej jakże popularnej nadmorskiej miejscowości. Pierwszy przystanek robię na Rozewiu. Odwiedzam starą latarnię morską a także tę nową, która od niedawna też jest dostępna dla turystów. Szkoda, że nikt z zarządzających nie wpadł na pomysł aby zrobić bilet łączony na obie latarnie. Wydaje mi się, że nie byłoby to zbyt skomplikowane do przeprowadzenia, ale najwidoczniej jestem w błędzie.
Z Rozewia ruszam na Władysławowo. Tam już trzeba uważać. Mnóstwo ludzi nie patrzących na to, że idą drogą dla rowerów a do tego już spore grono niedzielnych rowerzystów. Cel mam tylko jeden jak najszybciej wydostać się z Władysławowa i śmigać już trasą wzdłuż Półwyspu Helskiego. W Chałupach przypadkowo natrafiam na uczennicę z mojej szkoły. Rozmawiam chwilę z dziewczynką i jej mamą. Żartujemy, że człowiek chcę być gdzieś incognito, ale się nie da.
Zaraz za Chałupami zaczyna się najpiękniejszy fragment trasy wiodącej na Hel. Jadę praktycznie przy samym morzu. Co chwilę robię sobie przystanki na krótkie sesje zdjęciowe.
Z Rozewia ruszam na Władysławowo. Tam już trzeba uważać. Mnóstwo ludzi nie patrzących na to, że idą drogą dla rowerów a do tego już spore grono niedzielnych rowerzystów. Cel mam tylko jeden jak najszybciej wydostać się z Władysławowa i śmigać już trasą wzdłuż Półwyspu Helskiego. W Chałupach przypadkowo natrafiam na uczennicę z mojej szkoły. Rozmawiam chwilę z dziewczynką i jej mamą. Żartujemy, że człowiek chcę być gdzieś incognito, ale się nie da.
Zaraz za Chałupami zaczyna się najpiękniejszy fragment trasy wiodącej na Hel. Jadę praktycznie przy samym morzu. Co chwilę robię sobie przystanki na krótkie sesje zdjęciowe.
Niewielki odcinek mający może w pięć kilometrów pokonywałem w dobrą godzinę. Na rogatkach Jastarni skręcam w lewo aby odwiedzić bunkry, z których jeden jest na plaży. Szkoda, że jest oszpecony jakimiś bazgrołami.
Jeszcze tylko przejazd wzdłuż zatoki w Juracie i zaczynam leśny odcinek, który poprowadzi mnie już na sam Hel. Czasu do pociągu mam bardzo dużo stąd zatrzymuje się na dłużej w Muzeum Obrony Wybrzeża. Oczywiście zanim ruszam na zwiedzanie nie mogłem sobie odmówić porcji wojskowej grochówki. Samo Muzeum od mojej ostatniej wizyty cały czas się rozwija. Plusem jest to, że w ofercie jest kilka rodzajów pakietów biletowych. Warto też wybrać się na przejażdżkę kolejką wąskotorową, którą dojedziemy do Muzeum Kolei Helskiej.
Generalnie na terenie obiekty można spędzić sporo czasu. Poza zwiedzanie czy jedzeniem, można sprawdzić się w strzelaniu, rzucie granatem czy też zamówić sobie nieśmiertelnik.
Z Muzeum mam już blisko do Helu. Oczywiście główna ulica niesamowicie zatłoczona. Znów trzeba uważać na turystów. Nie mniej jednak przebijam się przez tłumy i jadę na słynny cypel.
Z Muzeum mam już blisko do Helu. Oczywiście główna ulica niesamowicie zatłoczona. Znów trzeba uważać na turystów. Nie mniej jednak przebijam się przez tłumy i jadę na słynny cypel.
Stamtąd rodzajem promenady ruszam do portu. Niestety mój ulubiony statek wypłynął już w rejs. A po powrocie okazuje się, że panowie już dziś wypływać nie będą. Z oferty konkurencji jako stały klient Kapitana Morgana i Maszoperii Helskiej nie korzystam. Nie pozostaje mi nic innego jak pokręcić się trochę po Helu.
Widać, że miejsce to cały czas się rozwija i w mojej ocenie cały czas pięknieje. Jest coraz więcej miejsc gdzie można dobrze zjeść a przede wszystkim w ładnej scenerii odpocząć. Z czego i ja skorzystałem oczekując na pociąg.
Komentarze
Prześlij komentarz