Sakralnym szlakiem do Pomników Historii Polski

Lekko unosząca się poranna mgła zwiastowała, że to może być dobry dzień. Powoli ruszyłem z Wielochowa w stronę Lidzbarka Warmińskiego. Runda przez miasto i na rogatkach odbijam na szlak Green Velo. Odcinek niby szutrowy, ale dobrze utrzymany więc jechało się bez problemów. Poza tym można powiedzieć, że ten odcinek znam już w miarę dobrze. W końcu pokonywałem go już czwarty raz. W Stoczku Klasztornym zatrzymuję się na drobne zakupy i uzupełnienie płynów. Mentalnie nastawiam się już na dwa najtrudniejsze dzisiejszego dnia odcinki. O ile do Krekoli jest ładny asfalt o tyle po skręcie w prawo zaczyna się odcinek kiepski to mało powiedziane. Niby szutrowy, ale mnóstwo kamieni, czasem jakieś cegły o tarce nie wspominając. Na szczęście część odcinka była świeżo wyrównana co sprawiało, że aż takiej tragedii nie było. W Galinach jadę dobrą droga asfaltową, ale zaraz znów odcinek koszmarny. Niby asfalt, ale z dziurą na dziurze. A do tego odcinki z polnych kamieni. Najważniejsze to przebić się na odcinek do Bisztynka. Tam już piękny asfalt. Na długim odcinku wręcz nowy. Dopiero w Grzędach jakość drogi się pogorszyła. Dramatu jednak nie było. Nieco pagórkowatym odcinkiem dojechałem sobie do Reszla. Robię rundę przez miasto i zastanawiam się jak będzie wyglądał odcinek drogą wojewódzką do Świętej Lipki. Coś mi kołatało w głowie, że robili tam drogę rowerową. I miałem rację. Od rogatek Reszla piękna, szeroka droga asfaltowa do Świętej Lipki. Jedynie na niewielkim odcinku nawierzchnia jest szutrowa. Dojeżdżam grubo po 11:00. Niestety spóźniam się na koncert organowy. Następny dopiero o 14:00. Trochę szkoda bo będąc w maju z moją klasą na Zielonej Szkole byliśmy w Świętej Lipce i koncert zrobił na wszystkich duże wrażenie.


Zostają mi tylko lody oraz kawa. Po odpoczynku można wracać z powrotem. W Reszlu zatrzymuję się przy zamku. Bilet wstępu 38 złotych. Trochę drogo biorąc pod uwagę fakt, że w maju byłem tutaj z dzieciakami z mojej klasy. Finalnie sympatyczny Pan wpuszcza mnie za free skoro chcę w zasadzie tylko z restauracji skorzystać.


Chwilę rozmawiam telefonicznie z kolegą Marcinem, który informuje mnie o dwóch medalach we wspinaczce na czas. To mnie chyba napędziło. Bo mimo sporej ilości kilometrów śmigało się całkiem przyjemnie i z przyzwoitą prędkością. Nawet ten koszmarny odcinek Bajdyty - Galinki w miarę sprawnie pokonałem. Ten drugi od Galin też poszedł całkiem dobrze. Zatrzymuję się jeszcze w Stoczku Klasztornym, w którym jak wiecie więziony był kardynał Stefan Wyszyński.
Drobne zakupy w położonym niedaleko sklepie i można ruszać szlakiem Green Velo w kierunku Lidzbarka Warmińskiego. Robię jeszcze rundę po mieście. Zatrzymuję się na dobry obiad i ruszam do Jankesówki w Wielochowie. A ta dziś przeżywa prawdziwe oblężenie turystów przede wszystkim rowerowych. Ucinam sobie długi wieczorny panel dyskusyjny z małżeństwem, które jutro będzie pokonywać odcinek do Fromborka. Ja na jutro plan ma prosty. Dojechać do Olsztyna. A potem w pociąg i do domu.

Komentarze