Wzdłuż granicy do Nowego Warpna

Wreszcie przyszło mi się porządnie wyspać. Nie przeszkadzała mi nawet głośno zachowująca się młodzież za jedną ścianą i ujadający pies za drugą. Byłem tak zmęczony nocą spędzoną na promie a także co by nie mówić całodziennym kręceniem, że zwyczajnie padłem.
Rano obudziło mnie zasnute ołowianymi chmurami niebo oraz silnie wiejący wiatr. To nie zapowiadało nic dobrego. Wszak dziś znów czekał mnie do przejechania dystans w granicach stu kilometrów. O dziwo do pewnego momentu jechało mi się całkiem przyjemnie po Szczecinie. Schody zaczęły się dopiero przy jednej z rozkopanych ulic gdzie tworzą rondo. Finalnie trochę się pokręciłem zanim wyjechałem we właściwą drogę wylotową ze Szczecina. Tu znów czekała na mnie miła niespodzianka w postaci wydzielonego pasa dla rowerzystów. A najlepsza miało bowiem dopiero nadejść. W Wołczkowie bowiem wpadłem na trasę rowerową Szlak "Puszcza Wkrzańska". Tak się wahałem czy nim jechać. Trochę zachęciła mnie droga rowerowa z nawierzchni bitumicznej. I tak zdecydowałem się pojechać. Co by nie mówić był to znakomity wybór. Mogłem pochłaniać kolejne kilometry mając drogę rowerową praktycznie wyłącznie dla siebie. Oczywiście zdarzały się tez odcinki gdzie trzeba było pojechać droga publiczną. Ale te mają tak znikomą ruchliwość, że można było dalej czuć się jak na drodze wyłącznie dla rowerów.
Sama trasa do Nowego Warpna, które było moim głównym celem na dziś rewelacyjna. Momentami prowadzi ledwie kilka metrów od granicy o czym przypominały słupki graniczne. Musiałem się mieć na baczności gdyż były dwa miejsca gdzie można było odbić i przejechać na terytorium naszych zachodnich sąsiadów. Przyjemności z jazdy nie mącił mi wiatr ani deszcz, który zaczął padać w Dobieszynie. Od tej miejscowości leciałem niemal pustą, piękną drogą asfaltową. Nic więc dziwnego, że błyskawicznie dotarłem do Nowego Warpna. Zwiedzanie miasteczka zaczynam od pomnika niemieckiego malarza Hansa Hartinga, który namalował między innymi obraz miejscowego ratusza. A ten jest jednym z najpiękniejszych w Polsce. Zresztą jedyny wykonany metodą szachulcową. Niestety szkoda, że w weekendy urząd a co za tym idzie informacja dla turystów są zamknięte.
Kieruję się w stronę niewielkiej plaży nad jeziorem. Wieje dalej okrutnie, czas mam bardzo dobry. Zatrzymuję się więc na ciepły żurek, który mnie rozgrzewa oraz dorsza z frytkami.
Po regeneracji ruszam z powrotem w kierunku ratusza. Dość przypadkowo trafiłem na stoisko Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Policach. Dziś w Nowym Warpnie pracownice popularnego sanepidu w Policach prowadziły kolejną akcję z cyklu Bezpieczne Wakacje. Można było zbadać sobie ciśnienie czy też zbadać cukier. Ten drugi od nadmiaru słodzonych napojów izotonicznych i generalnie słodkich napojów wyszedł mi podwyższony. Obiecałem, że do końca dnia już tylko woda.
Poza tym mogłem zaprezentować swoją wiedzę dotyczącą udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej. Bez wątpienia takie akcje są potrzebne aby pokazać ludziom jakie jest pole widzenia po alkoholu czy narkotykach. I nie piszę tego tylko z punkty widzenia pedagoga. Czy też z uwagi na drobne upominki, które otrzymałem. Im więcej takich akcji profilaktycznych tym lepiej. Zawsze trochę wzrośnie świadomość społeczeństwa. 
Po czynnym uczestnictwie w akcji jadę jeszcze na przystań jachtową.


Mamy tam pomnik-ławeczkę rybaka. Z przystani można przepłynąć się kutrem do niemieckiego Altwarp. Jak się pewnie domyślacie nie skorzystałem z tej opcji, zwłaszcza, że podobno ta przyjemność kosztuje 6 EURO.
Z przystani żeglarskiej ruszam w kierunku Szczecina. Oczywiście nie jadę ta samą drogą tylko dalej trzymam się w dużej części szlaku Puszczy Wkrzańskiej. Mimo, że prowadzi on drogą wojewódzką to jest na niej znikomy ruch. Toteż kilometry błyskawicznie płyną na liczniku. W niektórych miejscowościach pojawiają się wydzielone drogi dla rowerów, z których oczywiście korzystam. Od Polic praktycznie cały czas jest droga rowerowa. Niema się jednak czemu dziwić. Ruch w okolicach Polic jest zdecydowanie większy. Po wyjeździe z Polic niespodziewanie czekają na mnie dwa lekkie podjazdy. Chyba po to abym za łatwo na dzisiejszym etapie nie miał. Miejsce noclegowe mam praktycznie na rogatkach Szczecina w bardzo przyjemnym miejscu.

Komentarze