Krótki epilog do Szczecina

Wszystko co dobre szybko się kończy. Powoli przeszedł czas na ostatni akcent mojej wyprawy po województwie zachodniopomorskim a także wyspie Bornholm. Rankiem niespiesznie ruszyłem z Przęsocina w kierunku centrum Szczecina. Do przejechania miałem ledwie 10 kilometrów. Na dodatek droga była praktycznie cały czas prosto. Szybko więc dotarłem do pierwszego miejsca, które zamierzałem dziś odwiedzić a mianowicie Zamku Książąt Pomorskich. Niestety z uwagi na remont, który ma trwać jedynie dwa lata do zwiedzania udostępniona jest w zasadzie tylko jedna niewielka sala z eksponatami oraz zamkowa wieża. Jak to mówią dobre i tyle.
Zaopatrzony w mapkę centrum Szczecina ruszam na niewielką starówkę, gdzie zamawiam sobie pożywne śniadanie. Kolejne miejsce na mojej mapce do odwiedzenia to były oczywiście znane chyba wszystkim Wały Chrobrego. Rozważałem jeszcze rejs statkiem. Niestety z uwagi na niewystarczającą ilość czas musiałem sobie odpuścić. W drodze na dworzec zatrzymuję się jeszcze przy pomniku ofiar grudnia 1970 roku.


Po sprawnym dotarciu na dworzec można było powoli wracać do domu. O ile podróż na odcinku do Poznania przebiegła bez zakłóceń o tyle po przesiadce na drugi pociąg zaczęły się schody. Wagon, którym miałem miejsce na rower i do siedzenia nie miał ani jednego ani drugiego. Finalnie ulokowałem się w sąsiednim wagonie gdzie były miejsca na rowery ale za to prądu nie było i trzeba było wracać w niemal egipskich ciemnościach. Ale to już uroki podróżowania polskimi kolejami.

Komentarze