Od dłuższego czasu chodził mi po głowie pomysł aby wybrać się na wycieczkę rowerową dookoła Jeziora Czorsztyńskiego. Wszak ponoć trasa ta należy do najpiękniejszych w naszym kraju. Tegoroczna majówka wydała się idealnym terminem aby zrealizować to zadanie. Choć oczywiście zdaje sobie sprawę, że na szlaku będzie przysłowiowy milion turystów.
Zakupiwszy miesiąc wcześniej bilety na pociągi ruszyłem w kierunku Nowego Sącza. Tam bowiem postanowiłem rozpocząć jazdę. W końcu Velo Dunajec w kierunku Szczawnicy to super trasa, nawet dla mniej zaawansowanych turystów kolarzy. Po wydostaniu się z pociągu robię małą rundę po Nowym Sączu. Następnie w okolicach fabryki lodów wbijam już na Velo Dunajec. Trasę pokonywałem już kilka razy. I wydawało mi się, że nie będzie większych problemów. I miałem rację. Wydawało mi się. W Starym Sączu bowiem w pewnym momencie zniknęło mi oznakowanie przez co wylądowałem w centrum miasteczka. A poprzednik razem tak nie jechałem. Nie pozostało mi nic innego jak jechać kawałek główną drogą. Na szczęście dość szybko udało się z powrotem wrócić na szlak. Nigdzie mi się nie spieszyło toteż delektowałem się każdym pokonywanym fragmentem tej jakże urokliwej trasy. Tradycyjnie też trochę było żal, że nasze województwo łódzkie jest taką rowerową pustynią. A przydałaby się trasa wzdłuż Warty czy Pilicy. Ale to z pewnością nigdy się nie stanie. Jadąc dziś nie miałem większych problemów z pokonaniem dość stromego podjazdu w okolicach Jazowska.
Jadąc w kierunku Krościenka nad Dunajcem mijałem liczne kładki nad rzeką, które urozmaicają trasę. Przy okazji zastanawiałem się czy w okolicach Tylmanowej zrobiono brakujący odcinek trasy. Po dotarciu na miejsce okazało się, że tak. A to sprawiło, że nie trzeba było drzeć przed samochodami, które dziś stały w gigantycznym korku. Ja zaś mogłem sobie spokojnie jechać w kierunku Krościenka. Dotarłem w miarę wcześnie i natrafiłem na uroczystości z okazji uchwalenia Konstytucji 3 Maja. W jednym z lokali posilam się żurem i ruszam jeszcze pokręcić się trochę po Szczawnicy. Docieram na przystań flisacką. Kusi mnie aby wybrać się na taki spływ.
Zakupiwszy miesiąc wcześniej bilety na pociągi ruszyłem w kierunku Nowego Sącza. Tam bowiem postanowiłem rozpocząć jazdę. W końcu Velo Dunajec w kierunku Szczawnicy to super trasa, nawet dla mniej zaawansowanych turystów kolarzy. Po wydostaniu się z pociągu robię małą rundę po Nowym Sączu. Następnie w okolicach fabryki lodów wbijam już na Velo Dunajec. Trasę pokonywałem już kilka razy. I wydawało mi się, że nie będzie większych problemów. I miałem rację. Wydawało mi się. W Starym Sączu bowiem w pewnym momencie zniknęło mi oznakowanie przez co wylądowałem w centrum miasteczka. A poprzednik razem tak nie jechałem. Nie pozostało mi nic innego jak jechać kawałek główną drogą. Na szczęście dość szybko udało się z powrotem wrócić na szlak. Nigdzie mi się nie spieszyło toteż delektowałem się każdym pokonywanym fragmentem tej jakże urokliwej trasy. Tradycyjnie też trochę było żal, że nasze województwo łódzkie jest taką rowerową pustynią. A przydałaby się trasa wzdłuż Warty czy Pilicy. Ale to z pewnością nigdy się nie stanie. Jadąc dziś nie miałem większych problemów z pokonaniem dość stromego podjazdu w okolicach Jazowska.
Jadąc w kierunku Krościenka nad Dunajcem mijałem liczne kładki nad rzeką, które urozmaicają trasę. Przy okazji zastanawiałem się czy w okolicach Tylmanowej zrobiono brakujący odcinek trasy. Po dotarciu na miejsce okazało się, że tak. A to sprawiło, że nie trzeba było drzeć przed samochodami, które dziś stały w gigantycznym korku. Ja zaś mogłem sobie spokojnie jechać w kierunku Krościenka. Dotarłem w miarę wcześnie i natrafiłem na uroczystości z okazji uchwalenia Konstytucji 3 Maja. W jednym z lokali posilam się żurem i ruszam jeszcze pokręcić się trochę po Szczawnicy. Docieram na przystań flisacką. Kusi mnie aby wybrać się na taki spływ.
W centrum dopytuję ile kosztuje taka przyjemność. Najatrakcyjniejszy odcinek do tanich nie należy. Trzeba liczyć się bowiem z wydatkiem rzędu 125 złotych. Pani w biurze mówi, że na 14:00 ma miejsce, ale tak patrzę na zegarek. Półtorej godziny to nie chce mi się czekać. Może jutro jak zrealizuję plan dnia i będą jeszcze pływać to może się skuszę. Tymczasem wracam do Krościenka. Zatrzymuję się jeszcze w centrum na lody i kawę.
Mały odpoczynek i ruszam w kierunku miejsca gdzie ma zarezerwowane noclegi. Niestety muszę przejechać całe miasteczko. Nie mając zbytnio wyjścia korzystam jak większość rowerzystów z chodnika. Na koniec czeka mnie delikatny podjazd i jestem już na miejscu. Ale i tak czeka mnie jeszcze jeden kurs do miasta. Wszak przydałby się jakiś porządny obiad.
Mały odpoczynek i ruszam w kierunku miejsca gdzie ma zarezerwowane noclegi. Niestety muszę przejechać całe miasteczko. Nie mając zbytnio wyjścia korzystam jak większość rowerzystów z chodnika. Na koniec czeka mnie delikatny podjazd i jestem już na miejscu. Ale i tak czeka mnie jeszcze jeden kurs do miasta. Wszak przydałby się jakiś porządny obiad.
Miałem okazję płynąć taką tratwą flisacką, częściowo przez teren Słowacji. Widoki i wrażenia niesamowite : )
OdpowiedzUsuń