sobota, 15 lipca 2017

Zdegustowany wizytą w Ciechocinku

Wszystkie nawet najdłuższe wyprawy rowerowe kiedyś się kończą. To dziś przyszedł czas na ostatni etap wyprawy rowerowej. Smutno było opuszczać gościnny Podgórzyn. 
Ruszyłem w kierunku Barcina. tam skręciłem w lewo na Złotniki Kujawskie. Wśród pól z warzywami i zbożem kilometry mijały bardzo przyjemnie. W Rojewie zrobiłem sobie krótką przerwę na drobne zakupy. Dalej jechałem na Gniewkowo. Za kawałek skręcam w lewo na Przybranowo. Droga fragmentami fatalna, ale jestem coraz bliżej Aleksandrowa Kujawskiego. Mam dobry czas. Jest dopiero południe. Już wcześniej zaplanowałem sobie, że jeśli starszy mi czasu to podjadę do uzdrowiska w Ciechocinku. Początkowo droga była całkiem fajna. na sporym kawałku ładna ścieżka rowerowa. Ale to były tylko pozory. Im bliżej Ciechocinku tym było gorzej. Krytyczny moment nastąpił przed autostradą A1. Ścieżka rowerowa nagle się urwała. Trzeba było wbijać się na główną drogę. Potem znów pojawiła się ścieżka rowerowa. W końcu dojechałem do Ciechocinka. 
Pierwszy obraz fatalny. Brak porządnych oznakowań spowodował, że błądziłem po miasteczku dobre pół godziny zanim odnalazłem punkt informacji turystycznej. Tam wylałem swoje żale na kartkę papieru. Oczywiście skierowałem ją do burmistrza. Niech wreszcie weźmie się za konkretna robotę. Poprawi oznakowania i zainwestuje w infrastrukturę zwłaszcza rowerową. 
Zaopatrzony w mapkę mogłem wreszcie udać się na zwiedzanie. Zacząłem oczywiście od tężni.


Za wejście trzeba zapłacić. Jeśli chce się wejść na taras widokowy na tężni kolejna opłata. Szkoda, że nikt nie informuje, iż można kupić pakiet na wszystkie obiekty jednocześnie. 
Oczywiście pomijam fakt, że choćby z okazji Festiwalu Romów, który się obecnie odbywa w Ciechocinku jest tam mnóstwo ludzi. Aż strach pomyśleć, że mimowolnie stałem się częścią tej bezwładnej tłuszczy. 
Poza tężniami odwiedziłem jest całkiem przyjemny park, zegar kwiatowy oraz popularnego grzybka. 
Czas mijał szybko. Jeszcze tylko zapiekanka w jednej z budek i można było wracać. Nie ukrywam, że byłem mocno zniesmaczony obrazem Ciechocinka. Uzdrowisko, które chce być numerem jeden w Polsce nie może tak wyglądać. 
Sprawnie dotarłem do Aleksandrowa Kujawskiego, stąd już pociągiem wróciłem do domu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz