czwartek, 6 lipca 2017

Na tropie pozostałości krzyżackich warowni

Niezmiennie kiedy wybieram się w dłuższą podróż rowerową i muszę skorzystać z usług polskich kolei zastanawiam się czym to znów zaskoczy mnie nasz krajowy przewoźnik. 
Na stacji w Radomsku początkowo było miłe zaskoczenie bo wagon, który miałem wskazany na bilecie był przystosowany do przewozu rowerów. Po władowaniu się do pociągu okazało się, że moje miejsce jest już zajęte, gdyż PKP sprzedało dwa bilety na to samo miejsce. Nic usiadłem więc na pierwszym lepszym siedzeniu i sympatycznym gronie rowerowym ruszyłem w podróż do Laskowic Pomorskich. 
Kilka godzin podróży minęło całkiem szybko. Tradycyjnie w pociągu spałem niewiele więc na stacji Laskowice Pomorskie byłem nieco śpiący. Lokalnymi drogami kierowałem się w kierunku drogi wojewódzkiej nr 214. Wśród sosnowych borów kilometry mijały bardzo leniwie. 
Pierwszy przystanek zaplanowałem sobie w miejscowości Osiek. Kilka lat temu odkryto tam pozostałości zamku krzyżackiego. W gminnej bibliotece pełniącej również funkcje informacji turystycznej próbowałem podpytać jak dojechać do tych pozostałości. Niestety okazało się, że teren jest tak zarośnięty, że mało co można zobaczyć. No cóż, musiał zrezygnować i pojechałem dalej w kierunku miejscowości Skórcz. W Zelgoszczu na 55 km zrobiłem krótki przystanek na uzupełnienie jedzenia. Kolejny miał miejsce w Zblewiu. 
Jeszcze tylko niespełna 15 km i jestem w miejscowości Zamek Kiszewski, gdzie znajdują się ruiny zamku krzyżackiego. Po dotarciu na miejsce okazało się, że zamek jest na prywatnej posesji a właściciele obecnie nie przyjmują turystów. Postanowiłem jednak zaryzykować i zadzwoniłem domofonem. Właścicielka zamku, który w początkach XIV wieku był własnością Krzyżaków ku mojej radości wpuściła mnie na teren swojej posesji.


Właścicielka z dużą pasją opowiedział mi o historii obiektu i o trudach jaki wkładają aby nie popadł on w całkowitą ruinę. 
Po wizycie na zamku szutrową drogą docieram do Starej Kiszewy, gdzie mam zamówiony nocleg. Jest dopiero 13:00, więc po krótkim odpoczynku i zostawieniu rzeczy ruszam jeszcze do miejscowości Skarszewy aby zobaczyć dawny zamek joannitą i krzyżaków. Lokalnymi drogami z krótka przerwą na miejscową oranżadę wypitą na setnym kilometrze docieram na miejsce. Okazuje się, że trzecie pozostałości zamku należącego niegdyś do krzyżaków są w bardzo dobrym stanie. Nie ma się jednak co dziwić. W końcu obecnie mieści się tam Gminny Ośrodek Kultury. 


W położonej obok zamku restauracji jem żurek i spokojnie ruszam w drogę powrotną. Na mecie licznik pokarze, że pokonałem dziś 134 km. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz