poniedziałek, 26 czerwca 2017

Lodowy początek wakacji

Wiem, że zaraz powiecie - poprzewracało mu się w głowie. Dwa desery lodowe jednego dnia? Tak po prostu wyszło. Rano wraz z dwójką członków Klubu Turystycznego PTTK w Radomsku ruszyliśmy w kierunku miejscowości Kamyk. Jechaliśmy przez Szczepocice, Lgotę Małą, gdzie natrafiliśmy na drobne roboty drogowe w kierunku Kruszyny. Tam zrobiliśmy krótki postój w miejscowym GS-ie gdzie była jeszcze waga z odważnikami!
Jadąc dalej w kierunku Borowna zatrzymaliśmy się z obelisku, o którym kilka razy już wzmiankowałem na blogu. W miejscowości Łochynia przebijamy się przez popularną Gierkówkę. O dziwo poszło nam całkiem sprawnie. 
Niestety w Rybnej zbierają się ciemne chmury. Zaczyna padać. Na chwilę zatrzymujemy się aby schować się przed deszczem. Na szczęście szybko przestaje padać. Ruszamy dalej. Nie ujechaliśmy zbyt daleko, gdyż znów zaczęło padać. Trwało to przysłowiową chwilę, dzięki czemu już bez przeszkód docieramy do miejscowości Kamyk. Tam w znanej w okolicy Cukierni Consonni delektujemy się deserami lodowymi.


Po spożyciu sporej dawki kalorii ruszamy do drugiej części firmy Consonni. Niestety tzw. Folwark jest nieczynny. Czas więc wracać. Aby nie jechać tą samą trasą skręcamy na Ostrowy. Droga gmina ale bardzo dobrej jakości. Stąd kilometry szybko przewijają się na licznikach. Za Ostrowami zatrzymujemy się przy początku szlaku bojowego Wołyńskiej Brygady Kawalerii. 
Po chwili odpoczynku ruszamy do Ważnych Młynów a następnie w kierunku Prusicka. Czas nagli bo mam w planach dziś jeszcze jedną wyprawę rowerową. Niestety pech dopada Marka, który łapie defekt. Brak odpowiedniego klucza sprawia, że musimy zostawić naszego współtowarzysza. Nie ma wyjścia musi poczekać na transport. We dwójkę leśnymi duktami docieramy do miejscowości Łęg, gdzie Teresa odwiedza znajomą. Ja pędzę do Radomska bo Gosia dawno na mnie czeka i się denerwuje. Najszybciej jak się dało dojechałem do redakcji, gdzie lekko poddenerwowana czekała na mnie Gosia. Doprowadzam do stanu używalności jej jednoślad i śmigamy do Gidel. Gosia mimo rocznej przerwy bardzo dobrze radziła sobie na tym niezbyt długim dystansie. Bardzo sprawnie dojeżdżamy do Gidel gdzie spożywam drugi już tego dnia deser lodowy. Zaczyna padać więc w kawiarni musimy przeczekać. 


Po regeneracji sił ruszamy w drogę powrotną. Tempo mamy nieco wolniejsze. Ale to nic. Robimy dwie krótkie przerwy i dojeżdżamy do Radomska. 
W sumie w dwóch przejażdżkach pokonałem 123 km. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz