sobota, 23 kwietnia 2016

Przez Niebo i Piekło po Gruszkę...

Koniec kwietnia - czas więc już najwyższy zacząć realizować przyjęte pod koniec minionego roku plany wypraw rowerowych. Na pierwszy rzut poszła wyprawa do Niebo i Piekła.
Ruszyłem rano kierując się na Przedbórz. W Rzejowicach napotkałem grupkę trzech rowerzystów z Tomaszowa Mazowieckiego, którzy jednak nie przejawiali większej ochoty do wspólnej podróży, przynajmniej na pewnym odcinku. Trudno. Sprawnie dotarłem do Przedborza, gdzie tradycyjnie zatrzymałem się w sklepie państwa Nowaków na drobne zakupy.
Droga czekała mnie daleka, ale obiecałem, że w drodze powrotnej zatrzymam się na herbatę. Jadąc DK 42 dotarłem do Fałkowa, gdzie w miejscowym sklepie Delikatesy Centrum uzupełniłem zapasy jedzenia. Przy okazji podstępowałem sobie książeczkę wypraw kolarskich za co serdecznie dziękuję obsłudze sklepu. W Rudzie Malenieckiej w pobliżu obelisku upamiętniającego żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza, którzy polegli w walce z Niemcami zrobiłem sobie krótką pauzę.


Ruszyłem dalej w kierunku Końskich. Pamiętałem aby w tej miejscowości skręcić w ulicę Południową. Pojechałem trochę za daleko, ale dzięki temu trafiłem na VI Międzynarodowy Zlot Pojazdów Zabytkowych. Była więc chwila na pamiątkowe zdjęcie.


Okazało się, że muszę się nieco cofnąć. Na wspomnianej Południowej trafiłem na sławne Green Velo, o którym szerzej napiszę nieco dalej. Na rogatkach miasta napotkałem harcerzy ze Stąporkowa, którzy podobnie jak ja podążali w kierunku Nieba i Piekła. Nieco podpowiedziałem im jak mają iść i ruszyłem w dalszą drogę. W końcu ukazał się napis miejscowości, która była pierwszym punktem mojej wyprawy.


Miałem trochę szczęścia. Spotkałem biegacza, który szykował się do treningu. Poprosiłem o pamiątkową fotografię. W końcu nie codziennie jest się w Niebie. Na końcu wsi zatrzymuję się w sklepie, gdzie miały właściciel stempluje mi książeczkę okolicznościowym znakiem. W Niebie było całkiem sympatycznie. Im bliżej Piekła tym gorzej, nawet asfalt się skończył. Czekała mnie jednak niespodzianka. Najpierw zatrzymałem się z rezerwacie gdzie są bardzo fajnie skałki.


Spotkałem młodych ludzi, którzy w oczekiwaniu na harcerzy zrobili mi kilka pamiątkowych fotek. W samym Piekle spotykam znajomego biegacza, który i tym razem wcielił się w rolę fotografa.


Niedaleko znajduje się obelisk poświęcony pamięci ofiar egzekucji, których Niemcy dokonali na ludności Stadnickiej Woli, Nieba i Piekła w odwecie za pomoc mjr Henrykowi Dobrzańskiemu ps. Hubal. 


W Piekle urządzam sobie krótki panel dyskusyjny z przypadkowo napotkanym kierowcą. Okazuje się, że pochodzi z Katowic i podobnie jak inne osoby przyjeżdża tutaj tylko kiedy ma wolny czas. 
Szutrową drogą śmigam w kierunku Sielpi Wielkiej. Ponownie trafiam na Green Velo. W samej Sielpi zatrzymuję się w Miejscu Obsługi Rowerzystów. Ładnie to wygląda. Szkoda, że nikt nie sprząta. Nie ma się jednak czemu dziwić skoro nie ma zarządcy trasy.


W miejscowym sklepie stempluje książeczkę i jadę Green Velo w kierunku Radoszyc. Piękna asfaltowa nakładka Green Velo zachęca do jazdy. 


Szkoda, że wcześniej spotykałem fragmenty wytyczone na drogach bądź wyłożone kostką. Sprawnie dotarłem do Radoszyc, gdzie uzupełniłem zapasy jedzenia i podstemplowałem książeczkę KOT.
Czas było ruszać w kierunku ostatniego punktu docelowego mojej wyprawy tj. Gruszki. Najpierw podjechałem do miejsca, gdzie odbyła się partyzancka bitwa. 


Następnie podjeżdżam do sołtysa. Pan Marian Mularczyk okazał się bardzo sympatyczny. Podstemplował mi książeczkę a do tego poczęstował jabłuszkami, które zabrałem na drogę. Ucięliśmy sobie krótka rozmowę. Przy mapie sołtys pokazał mi skrót do Przedborza dzięki czemu zaoszczędziłem nieco drogi. Pojechałem na Mnin. Rytlów, Piskorzeniec. Sprawnie dojechałem do Przedborza, gdzie zatrzymałem się u państwa Nowaków na herbatę. Pan Arek poczęstował mnie pączkiem. Podyskutowaliśmy trochę o piłce nożnej. Przed 19:00 trzeba było ruszać dalej. Czekały na mnie jeszcze 34 km trasy. Na macie okazało się, że przejechałem 185 km. Zacny dystans, nie ma co.  

5 komentarzy:

  1. Cześć
    Ile Kolego zajmuje Ci czasu samo przejechanie takiego odcinka?
    Jaka jest średnia prędkość Twoich przejazdów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o wczorajszą wyprawę to tak. Średnia prędkość 19,6 km/h. Czysty czas jazdy 9 godzin 40 minut. Do tego trzeba doliczyć trzy godziny na krótkie przerwy i zwiedzanie.

      Usuń
  2. A ja widziałem jaskinię Piekło niedaleko Chęcin.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ piękne te skałki, świetnie wyglądają! Podobne miejsca można znaleźć u mnie na Jurze, zachęcam do odwiedzin :) Chociaż Piekła i Nieba tu nie uraczysz, niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Jurze czasem trenuję. Bardzo przyjemne tereny. Jutro z całą ekipą wybieramy się do Złotego Potoku i Czatachowej. A w maju planujemy Olsztyn.

      Usuń