"Czarny Pstrąg" i zespół "Śląsk"

Sobota przywitała mnie piękną pogodą co dobrze wróżyło na cały dzień podróży. Dość niespodziewanie zostałem zaproszony na herbatę przez właścicieli obiektu, w którym nocowałem. Nie mniejszym zaskoczeniem było śniadanie, którym zostałem przywitany. Nie ma to jak swojskie wyroby. Z tego miejsca raz jeszcze dziękuję. Z właścicielem ucinamy sobie dłuższy panel dyskusyjny. O godz. 11:00 ruszam w kierunku sztolni "Czarnego Pstrąga". Wczorajszy rekonesans sprawił, że docieram do miejsca docelowego bez żadnych problemów. Mam szczęście bo przy szybie Sylwester jest już wystarczająca liczba, aby móc płynąć. 



Dlaczego sztolnia nosi nazwę "Czarnego Pstrąga"? Tego nie zdradzę. Trzeba to miejsce koniecznie odwiedzić :) 600 metrów podziemnej trasy do szybu Ewa mija szybko. W samo południe ruszam z parku Repty. Żal trochę opuszczać gościnne Tarnowskie Góry, więc niczym kolarz z zawodowego peletonu robię jeszcze rundę po mieście. Chcę jechać trochę inną trasą niż. Zamierzałem jednak uniknąć ruchliwej DK 11. Ruszyłem więc na Zbrosławice, Miedary, Połomię do Brynka. Tam na chwilę zatrzymuje się w miejscowym parku z podziwiam pałac z XIX wieku, który obecnie służy za internat miejscowego technikum leśnego. 


W Brynku na chwilę muszę wjechać na DK 11. Inaczej się nie da. Na szczęście do Tworogu jest przysłowiowy rzut beretem. Tam uciekam w prawo na Koszęcin. Jadę ładnych kilkanaście kilometrów. Wokół tylko lasy. W końcu dojeżdżam do Koszęcina. Na liczniku mam już 50 km. Zatrzymuje się przy miejscowym zespole pałacowym, będącym siedzibą zespołu "Śląsk". 



O zespole i pałacu można poczytać na oficjalnej stronie: http://www.zespolslask.pl/pl/.
Całość robi wrażenie. Robię sobie dłuższą przerwę. Po krótkim czasie pojawia się straszy rowerzysta, na niezłej kolarzówce. Doświadczony kolarz jak się okazało wyjechał z Zabrza do Częstochowy i wraca z powrotem. Na blacie ma już 103 km. Przy okazji wymieniamy się przy robieniu zdjęć na ławeczce Stanisława Hadyny. 



Ruszam dalej. W Konopiskach wjeżdżam na trasę, którą pokonywałem wczoraj. Jeszcze tylko 2,5 km i na wysokości miejscowości Aleksandria "Gwidon" przekracza 6000 km przejechanych w tym roku! Jadę przez Blachownię. We Wręczycy Wielkiej na 83 km trasy kończy mi się picie. Staje więc w jednym z miejscowych spożywczaków i uzupełniam braki. Za Kłobuckiem w Ostrowach na 105 km robię sobie jeszcze krótki przystanek przy obelisku poświęconym Wołyńskiej Brygadzie Kawalerii. Stąd już tylko niecałe 33 km i docieram do domu.
Trasa: Tarnowskie Góry - Zbrosławice - Miedary - Brynek - Koszęcin - Konopiska - Blachownia - Kłobuck - Nowa Brzeźnica - Radomsko o długości 138 km objechana :) 

Komentarze

  1. Podziwiam za odwagę i wytrzymałość. Tyle km zrobić... Kondycja musi być w naprawdę świetnej formie.

    http://magdalenblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pod wrażeniem,Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej, rewelacja. Naprawdę Ci zazdroszczę. Uwielbiam aktywność sportową i regularnie ćwiczę, ale na tak długie wypady brakuje mi po prostu czasu. Właśnie mam przymusową regenerację po kontuzji kolana, więc jak tylko zakończę ten trudny dla mnie etap, czuję, że ruszę ze zdwojoną siłą. Już się cieszę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przy okazji zapraszam wszystkich do zapoznania się w relacją z pierwszego dnia wypadku do Tarnowskich Gór. Wpis: Szukając srebra natrafiłem na ołów :)

    OdpowiedzUsuń
  5. podziwiam ;) ja jestem z siebie dumna jak uda mi się zrobić 40 km :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 40 km to już spory dystans :) Zresztą każdy przejechany kilometr na rowerze powinien sprawiać przyjemność :)

      Usuń
  6. Masz świetne hobby. Sport + zwiedzanie + materiały na bloga = czego chcieć więcej ;) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Będę czekał na jakiś materiał o "rowerowej" Hiszpanii. Z przyjemnością coś takiego przeczytam :) Jeśli się uda stworzyć taki wpis to prosiłbym o sygnał :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. A u mnie jak na złość prawie ciągle pada i pada :( ale rower uwielbiam i praktycznie bez przerwy z niego korzystam - w końcu mój jedyny środek transportu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój również :) Oczywiście nie licząc tzw. komunikacji zbiorowej typu pociąg czy autobus :) Akurat w piątek i sobotę jak śmigałem do i z Tarnowskich Gór trafiła mi się super pogoda. Bo dziś pada :(

      Usuń
  8. Piękne miejsce! Podziwiam Cię za te kilometry, które jesteś w stanie zrobić na rowerze. Życzę wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podziwiam kondycję i wytrwałość :-)
    http://k24-7.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. 6000 km - brawo! Wybrałeś fantastyczny sposób na odkrywanie Polski :)
    Pozdrawiam, Asia z Halika

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj Przemku,
    Najpierw podziękuję Ci za odwiedziny na moim blogu, na którym nie brak i wycieczek rowerowych - opisałam ich do tej pory 27. Mój Scott to jeden z moich sposobów poznawania świata...
    Wpisuję zatem Gwidonem przez Polskę na moją listę blogów z zamiarem podziwiania Twoich wyczynów kolarskich.
    Pozdrawiam i zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wow, super! Dla mnie 40 km to już wyczyn ;) Prawie moje okolice ...

    OdpowiedzUsuń
  13. Przyjemnie się czyta takie relacje z podróży bardzo fajną ma Pan pasje

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz