sobota, 8 sierpnia 2015

Zalew Porajski - trochę wody dla ochłody

To będzie pierwszy aktualny wpis na moim blogu. Od czasu trzydniowej wyprawy do Sandomierza nie byłem na żadnej dłuższej wyprawie. Co nie oznacza, że w ogóle nie jeździłem :) Z wielką więc radością przyjąłem wiadomość od Marcina, który w połowie tygodnia zaproponował wyprawę do miejscowości Masłońskie nad Zalewem Porajskim. Nie było mnie tam jeszcze, a poza tym trasa, która z założeniu miała liczyć w granicach 135-140 km zapowiadała się kusząco.
Wczesnym rankiem ruszyłem do Marcina, skąd nastąpił "start honorowy" do naszej wyprawy. Na stacji BP Marcin "dodaje atmosfer" do kół i następuje "start ostry" w kierunku Zalewu Porajskiego. Jedziemy na Kłomnice, dalej Rzerzęczyce i Mstów. Fatalne oznakowania sprawiają, że źle pojechaliśmy. Na szczęście szybka orientacja w terenie i powrót do Centrum Mstowa. Jedziemy i wreszcie jest skręt na Srocko, które było na naszej trasie. Dojeżdżamy do rynku. Oczywiście brak drogowskazu. Nie ma jednak tego złego co by na dobre nie wyszło. Mój wzrok przykuwa "doświadczony wiekiem" rowerzysta. Mówię do Marcina, że zapytamy pana jak jechać. I tak mieliśmy w planach postój bo robiło się coraz cieplej i trzeba było często uzupełniać płyny. Mój wybór okazał się przysłowiowym strzałem w "10". Podjeżdżamy do rowerzysty. Mówię dzień dobry i pytam jak dojechać do Serocka bo oznakowań brak. Starszy jegomość wita mnie tekstem: "Szczęść Boże". Już wiem, że będzie zabawnie. Trafił nam się fanatyk jednej z czołowych polskich partii politycznych i zapewne miłośnik jednej z toruńskich rozgłośni radiowych. Nasz rozmówca od razu mówi, że oznaczeń nie ma, ale zaraz się pojawią bo Prezydentem Polski został Pan Andrzej Duda. Wymieniamy doświadczenia z wypraw rowerowych. I nie tylko. Dowiaduje się m.in., że Michał Kwiatkowski został Mistrzem Świata bo jechał na prochach. Skąd takie rewelacje. Nie mam pojęcia. Poza tym według naszego rozmówcy Tour de Pologne to podrzędny wyścig kolarski bo przyjechał do Nas "czwarty garnitur" kolarzy. Marcin nie wytrzymuje i mówi: jedziemy. Życzymy sobie "szerokości" i ruszamy dalej. Krótki postój w Olsztynie. W Biskupicach niewielki ale dość stromy podjazd. Ciężko się jedzie, ale dajemy radę. Po wjechaniu na płaski teren Marcin mówi: "chyba żyje". Śmigamy na Choroń. W Poraju już pojawia się Zalew. My mamy jednak jeszcze krótki odcinek do pokonania. W Masłońskich postój przy sklepie i powrót nad Zalew. Na miejscu czekamy na przyjazd znajomych Marcina, których poznał podczas swojego wypadu do Maroka. W oczekiwaniu możemy odpocząć. W nogach mamy już spory dystans.
Znajomi Marcina: Justyna, Dorota, Mateusz i Piotr okazują się przesympatycznymi osobami. Przygotowali dla Nas iście "królewskie" powitanie. Czego tam nie było :) Czas szybko mija w bardzo miłej atmosferze.  


Po godzinie 16:00 trzeba zbierać się w drogę powrotną. Marcin martwi się trochę podjazdem w Choroniu. Ale okazało się, że nie było tak źle. Robimy krótki postój, aby zakupić niezbędne płyny. Podchodzę do stojącego przy sklepie rowerzysty, który pilnie śledzi mapę. Pytam czy mogę pomóc. Chłopak chce jechać na Olsztyn. Mówię, że może jechać z nami. W Biskupicach ruszamy na Zrębice a naszemu towarzyszowi wskazujemy ścieżkę na Olsztyn. Pojawiają się większe podjazdy. Marcin żartuje, że życzy sobie trochę zjazdu. Myk i gotowe. Pojawia się mocny zjazd w dół. Pędzimy z prędkością około 50 km/h. W Zrębicach dojeżdżamy do głównej drogi. Skręcamy z lewy czy prawo? Bo oznakowań jak jechać na Janów, Złoty Potok oczywiście brak. Zatrzymany kierowca mówi, że można i tu i tu. jedna droga prowadzi do głównej drogi prowadzącej na Szczekociny droga mniej ruchliwa na Siedlec. Skręcamy w prawo. Niestety zły wybór. Trochę nadkładamy kilometrów. jestem trochę zły. Zatrzymujemy się w Siedlcu na postój bo skwar okrutny. Pytamy autochtonów jak jechać na Złoty Potok. Ich pokrętne tłumaczenia na niewiele się zdały. Jedziemy dalej. W końcu po lewej stronie ukazuje się Brama Twardowskiego. Można powiedzieć, że jesteśmy "w domu". Ostro ruszamy na Świętą Annę. W Juliance przy przejeździe kolejowym Marcin osiąga swoje pierwsze 100 km przejechane jednego dnia. W Świętej Annie postój na uzupełnienie płynów. Kolejny przystanek w Ciężkowicach w miejscowym spożywczaku. Jak zwykle w takich miejscach było zabawnie. Pojawia się kilku autochtonów. Niektórzy "mocno zmęczeni" trudami dnia. Ruszamy: Gidle, Pławno i wjeżdżamy do miasta. Dojeżdżamy do Marcina, który pada na trawę :) Jest zmęczony, ale na pewno szczęśliwy. Ruszam do siebie. Dokręcam do równych 150 km :) 
Kolejna super wyprawa za mną :) Dziękuję Marcinowi, Justynie, Dorocie, Mateuszowi i Piotrowi za miło spędzony dzień :) 

Trasa: Radomsko-Kłomnice-Mstów-Olsztyn-Biskupice-Choroń-Poraj-Masłońskie-Zrębice-Złoty Potok-Święta Anna-Gidle-Radomsko o łącznej długości 150 km zaliczona.


1 komentarz:

  1. Z perspektywy czasu uważam że było to dla mnie jak wejście na Mount Blanc czyli nierealne. Pozory jednak mylą. Wczorajszy krótka przejażdżka uświadomiła mnie co to znaczy nic nie robić przez krótki okres czasu. Dlatego po nowym roku ruszam z przygotowaniami na nowy sezon. 200 km pęknie.

    OdpowiedzUsuń