środa, 5 sierpnia 2015

Śrubujemy czyli etap "Królewski" mojego Tour de Mazury

Rowerowe wspomnienia - odcinek (9)
27 lipca 2014
Śrubujemy czyli etap "Królewski" w moim Tour de Mazury. Niby dużo, niby mało, ale dużą pętlę udało się pokonać. Trasa: Wydminy-Konopki Wielkie-Orzysz-Pisz-Ruciane Nida-Piecki-Baranowo-Faszcze-Notyst Wielki-Ryn-Giżycko-Wydminy o łącznej długości 176 km pokonana. Jednocześnie to nowy rekord przejechanych kilometrów na Gwidonku.Każdy Tour ma swój etap "Królewski" i dziś takowy był w moim przypadku. Ruszyłem podobnie jak wczoraj na Orzysz. Wczoraj jechałem przez Zelki to dziś dla odmiany przez Talki i różne Konopki. W Orzyszu i Piszu piękne ścieżki rowerowe co jak wiecie na Mazurach nie jest standardem. Tuż przed samym Piszem dwóch panów wyglądających jak "szafy trzydrzwiowe" zatarasowało ścieżkę rowerową samochodami, ucinając sobie panel dyskusyjny. Z wielką łaską mnie przepuścili. Za chwilę z pewnością nie było im do śmiechu. Od strony Orzysza nadjechała policja i cóż. Portfele obu panów zostały uszczuplone. Kilka kilometrów przed Rucianym-Nida na jednym z leśnych parkingów na 62,5 km robię postój. Puszcza Piska fajnie wygląda. Dalej ruszam. Docieram do miejscowości Piecki. 90 km - czas więc na postój w jednym z miejscowych spożywczaków. Gwidonek przykuwa uwagę jednego z turystów. Okazuje się, że mieszka w Szwecji a do Polski wrócił po 32 latach. Wychodzi na to, że uciekł z kraju w czasie Stanu Wojennego. Ale miły jegomość. Przejechane kilometry robią na nim wrażenie. Życzy mi miłej dalszej drogi. Na setnym kilometrze docieram do Mrągowa. Ale okrągła "setka" nie zaćmiła mi umysłu. O nie, ja do Mrągowa wjeżdżał nie będę! Skręcam w prawo na Mikołajki. Z mapy wynika, że da się jakoś przebić do drogi na Giżycko. Dojeżdżam do Baranowa. W miejscowym sklepie autochtoni przy pomocy mapy próbują wskazać drogę. Mój wariant jest do uznany za dobry. Ale jak słyszę, że mam się przebijać wzdłuż jakiś stodół to ja dziękuję. Sprzedawczyni podpowiada, że lepiej jechać na Faszcze bo tam jest nawierzchnia asfaltowa. Jadę więc w tamtym kierunku. W miejscowości Jora Wielka asfalt się kończy. No cóż podobnie jak wczoraj wypada kawałek w stylu MTB. Niestety ów kawałek ciągną się dość długo. Zaczynam się martwić. W pewnym momencie widzę jakichś rowerzystów. Zapytam czy aby na pewno dobrze jadę. Okazuje się, że to "wrogowie nasi najgorsi". Krótko mówiąc tośmy sobie pogadali. Jadę dalej. Docieram do Notystu Wielkiego. Zaczyna się asfalt, a więc "cywilizacja". Wyjeżdżam w Wejdynkach. Krótki odpoczynek i w prawo na Ryn i Giżycko. jadę spokojnie. Na 142 km w miejscowości Szczybały Giżyckie wiedzę z dala szaleńca. Jedzie terenówą i wyprzedza na trzeciego, czwartego czy też piątego. Pędząc z niesamowitą prędkością mija od razu dwa samochody i jeszcze tira przy okazji. W porę uciekam na pobocze. Tym samym ratuje życie. Kierowca? No cóż? Debil, konkretny debil. Od Wilkasków już ścieżka rowerowa. Wyjazd z Giżycka na Wydminy. Na miejscu dokręcam kilkaset metrów i mamy 176 km.

2 komentarze:

  1. WOW:) Piękna pasja i na pewno silne nogi :) Jako była judoczka bardzo miło wspominam Giżycko i okolice..gdyż miałam tam obozy sportowe. Ciężko było, mata, krew pot i łzy, ale za to jakie emocje. Rowerowe wycieczki po okolicach były "nagrodą" w dni wolne od treningów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przydałaby się mapka i trochę zdjęć. Wszyscy wiemy jak ładne są mazury! :)

    OdpowiedzUsuń