sobota, 15 sierpnia 2015

Jurajska klasyka

Od dłuższego czasu chodziła mi po głowie wyprawa do dawno nieodwiedzanej Jury Krakowsko-Wieluńskiej. Podczas ubiegłotygodniowej wyprawy do Masłońskich nad Zalew Poraj zapadła decyzja, że w najbliższym czasie się tam udam. Kolega Marcin podsunął pomysł aby wspomóc się PKP i pojechać pociągiem do Poraju. Stamtąd ruszyć na objazd Jury i wrócić z Zawiercia.
Ruszyliśmy wcześnie rano. Z przesiadką w Częstochowie sprawnie przetransportowaliśmy się do Poraju. Tam nastąpił start rowerami w kierunku Złotego Potoku. Droga była nam już znana, więc przebiegła bardzo sprawnie. W Złotym Potoku nastąpił pierwszy postój. Rzecz jasna w miejscowym spożywczaku, który mimo wczesnych godzina rannych był był oblegany przez autochtonów. Nie można się jednak dziwić. To pewnie jedyny sklep w tejże miejscowości, który ma karteczkę z napisem: "W obrębie sklepu zabrania się spożywania alkoholu". I na dole dopisek "Nie dotyczy piwa". Spożywczak, w którym się zatrzymaliśmy miał jeszcze jedna ciekawą rzecz a mianowicie przytroczony do drzewa otwieracz na łańcuchu.
Ze Złotego Potoku ruszyliśmy na Niegową. W Gorzkowie Nowym pojawił się pierwszy selektywny podjazd. Docieramy do Niegowej. I tu nastąpiło pierwsze zamotanie. Zamiast jechać na Lelów i za chwilę odbić na Bobolice niestety pojechaliśmy na Żarki. Cóż trzeba było zawrócić. Na szczęście nie było to zbyt dużo kilometrów. W Bobolicach piękny podjazd do Zamku.


Zamek w Bobolicach pięknie odbudowany. Robi wrażenie. Kiedy byłem tam ładnych parę lat temu to była ruina. A teraz...


Więcej o zamku możecie poczytać tutaj: http://www.zamekbobolice.pl/.


Jesteśmy w Bobolicach przed 10:00. Zamek zaś jest otwierany dla turystów o równiej 10:00. mamy więc czas na "rycerski popas" i pamiątkowe fotki.


Przy okazji postoju powstaje "nowa wersja" piosenki disco polo "Na zamku" zespołu As. Z Bobolic śmigamy do Mirowa. 


Zamek w Mirowie jest w trakcie rekonstrukcji, więc nie da się tam wejść. Kiedy będzie dostępny dla zwiedzających? Tego nie wiedzą chyba nawet "najstarsi górale". O zamku można poczytać choćby tutaj: http://www.zamkipolskie.com/mirow/mirow.html.


Z Mirowa czas ruszać do ostatniego punkty wyprawy czyli Podzamcza. Tam znajduje się znany Zamek Ogrodzieniec. Teren staje coraz bardziej pagórkowaty. Jedziemy przez Kotowice i Włodowice. Tuż przed Zawierciem zaczyna się koszmar. Nie tyle z podjazdami co z kluczeniem czy dobrze jedziemy. Błądzimy trochę. Wreszcie w jednej z dzielnic Zawiercia, których tam jest chyba z milion trafiamy na niewielki drogowskaz ZAMEK OGRODZIENIEC. Jesteśmy więc wreszcie na dobrej drodze. A byłbym zapomniał. Tak klucząc po tych dzielnicach Zawiercia na jednym ze zjazdów Gwidon ustanowił nowy rekord prędkości - 55,2 km/h. Droga, którą jedziemy niestety w formule MTB. Trochę piachu. Na szczęście szybko pojawia się asfalt. Podjazdów coraz więcej ale jeszcze tylko Kiełkowice i upragnione Podzamcze. Ale zaraz, zaraz. Gdzie jest Marcin? Osłabł nieco, ale wie, że będę na zamku w Ogrodzieńcu. Nie ma więc powodów do zmartwień poza tym, że jego telefon jest u mnie.
Wreszcie jest Zamek Ogrodzieniec. 


Wolny dzień sprawia, że na zamku jest milion osób co sprawia, że spokojnie nie da się go zwiedzić. Cóż - nie można mieć wszystkiego.


Na zamku trwają przygotowania do Biesiady Śląskiej. Podczas zwiedzania dzwoni telefon. Kto? Numer nieznany. A to Marcin informuje, że czeka w jednie z karczm. O samym zamku można poczytać tutaj: http://www.zamek-ogrodzieniec.pl/.


Już mam wracać a tu deszcz i burza, które na szczęście nie trwają zbyt długo. Odnajduję Marcina i ruszamy do Zawiercia na dworzec PKP. Docieramy tam bez większych kłopotów. Niestety w Częstochowie czeka Nas 100 minut czekania na pociąg do Radomska. Jest więc czas na odpoczynek. W końcu docieramy z powrotem. Liczba przejechanych dziś km to 98,5 km. 

10 komentarzy:

  1. Mirów też rekonstruują? Byłam w Mirowie i Bobolicach wtedy, kiedy jedno i drugie było ruiną. Wypadaloby jednak odwiedzić teraz oba zamki, kiedy Mirów też będzie odnowione :-) Bobolice widziałam gotowe jedynie na zdjęciach, ale jestem pod wrażeniem efektu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bobolice z tego co wiem były na prywatnym terenie i zdaje się nie były wpisane do rejestru zabytków. Stąd dużo łatwiej było je odbudować. Natomiast w Mirowie wszystko musi być konsultowane, więc to będzie trwać i trwać. Oprócz Mirowa odbudowywany jest również zamek w Smoleniu. O tym piszę w relacji: Śladami Łokietka. Zapraszam do lektury :)

      Usuń
  2. Zamek w Bobolicach piękny chciałabym pozwiedzać te wszystkie okolice, które opisałeś też lubię ruiny, zamki historię może kiedyś mi się uda. Pozdrawiam i życzę dalszych wypraw

    OdpowiedzUsuń
  3. Tyle pozytywnych opinii słyszałam na temat zamku i jego okolicy, że chyba najwyższy czas się tam wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, zamek robi wrażenie! Jak to mój mąż często powtarza, Polska ma tyle pięknych miejsc do zwiedzania! ;-) Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna wyprawa, postaram sie odwiedzić te okolice. Dotychczas nie miałam szans, ale postaram sie to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zamki wyglądają wspaniale, super zdjęcia choć założę się ze na żywo wygląda to jeszcze lepiej, ogólnie fajna wyprawa :)
    www.centrumnakrancuswiata.blogspot.com :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. 98 km niezła wycieczka, dla Ciebie to pewnie nic, a ja bym pewnie następnego dnia z łóżka nie wstała ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne zamki i miło się czyta, że ktoś o nie dba. Zajrzałam na podana przez Ciebie stronę Zamku w Bobolicach i aż nie mogłam uwierzyć w to, jak wcześniej wyglądał.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zamki piękne, ale ten tłum ludzi to na prawdę odstrasza ;P

    OdpowiedzUsuń