piątek, 7 sierpnia 2015

Hel 2015 - obowiązkowy punkt w nadmorskich wojażach

Rowerowe wspomnienia - odcinek (19)
11 lipca 2015
Będąc w Mieroszynie, mojej nadmorskiej oazie spokoju zawsze staram się robić wycieczkę do Helu. To niemal rytuał w moich nadbałtyckich wojażach. Nie inaczej było i tym roku...
Ruszyłem z Mieroszyna kierując się jedynie mi znanym skrótem od razu na Rozewie. Wszystko po to by uniknąć jazdy po zatłoczonej drodze w Jastrzębiej Górze. W Rozewiu oczywiście warto odwiedzić latarnię morską. Warto zaznaczyć, że było to jedno z ulubionych miejsc Stefana Żeromskiego. Kiedy dojedziemy do Cetniewa, praktycznie do samego Helu mamy ścieżkę rowerową, która zdecydowanie ułatwia poruszanie. We Władysławowie napotykam wczasowiczów szukających plaży. Wytłumaczyłem chyba dość dobrze jak się poruszać po mieście bo moi rozmówcy wzięli mnie za swojego.
Od 2014 zarówno droga do Helu jak i atrakcje już w samej miejscowości zaskakują na plus. Obiecałem koledze Rafałowi, że będzie trochę o historii. O tym, że sam Hel bronił się przed niemieckim najeźdźcą aż do 2 października 1939 roku wiedzą chyba wszyscy. Ciekawostką jest fakt, że 30 września 1939 roku wysadzono fragment Półwyspu Helskiego między Chałupami a Kuźnicą. W ten sposób Hel na krótko stał się wyspą.
Jadąc w kierunku Helu przed samym wjazdem do Jastarni warto na chwilę się zatrzymać i odwiedzić leśny schron bojowy Sabała.Bunkier w okresie wakacji jest czynny każdego dnia. Warto wydać parę złoty na wstęp. Kierując się na plażę tuż przy wejściu naszym oczom ukaże się drugi ciężki schron bojowy. Tym razem jest to Sęp. Mocno zaniedbany. Cóż... Plaża rządzi się swoimi prawami.
W Jastarni mamy dwa portu. Zatrzymałem się akurat przy tym jachtowym na krótki odpoczynek.


Jadąc ścieżką rowerową mamy piękny widok na nasz Bałtyk. W Juracie trzeba trochę uważać bo w miasteczku nagle urywa się ścieżka rowerowa. Na szczęście nie jest to zbyt długi odcinek. Za Juratą znów pojawia się ścieżka. Wiedzie przez las prostu do Helu. Jest trochę fajnych podjazdów więc można trochę potrenować w terenie.
Zanim wjedziemy do Helu obowiązkowo trzeba odwiedzić Muzeum Obrony Wybrzeża. Informacje o muzeum można znaleźć tutaj: http://www.helmuzeum.pl/. Po dotarciu do Helu jadę ulicą Wiejską w kierunku Cypla. Miejsce to coraz bardziej się rozwija. Przy byłych terenach wojskowych natknąłem się na wojskowego, który proponuje przejażdżki wozem opancerzonym. Trzeba było się więc zatrzymać i uwiecznić to na fotografii.


Poruszając się dalej w kierunku Cypla warto zatrzymać się przy Bunkrze "Makabra XX wieku". Cieszy to, że coraz więcej schronów, bunkrów jest udostępnianych dla odwiedzających. Ten, o którym wspominam można zwiedzać dzięki aktywności Stowarzyszenia Alternatywny Cypel. Nie żałujcie 10 złoty na wstęp. Obowiązkowo należy się też zatrzymać przy Baterii Heliodora Laskowskiego. Z samego Cypla w kierunku portu można się od kilku lat poruszać piękną promenadą.
Wizyta w Helu to również obowiązkowy rejs Maszoperią lub Kapitanem Morganem. Właściciel jest na tyle sympatyczny, że pozwala wstawić na pokład Gwidonka.


Rejs trwa nieco ponad godzinę, ale czas szybko mija. Oczywiście Hel to przede wszystkim fokarium, do którego non stop są prawdziwe pielgrzymki turystów. Rzecz jasna latarnia morska to kolejny punkt obowiązkowy. Ponieważ w okresie wakacyjnym bywam tam w ostatnich latach regularnie, co roku wybieram sobie miejsca, które odwiedzam. Ja szczególnie lubię port helski, z którego są bardzo ładne widoki. W Helu nie można się nudzić. każdy znajdzie coś dla siebie. 


Skoro już jestem przy tradycji to nie mogło zabraknąć wizyty w moim ulubionym helskim lokalu "Kapitan Morgan". Knajpa ma niesamowity klimat. A i jedzenie ma nawet dobre, co nie zawsze w Helu jest normą. Cenowo lokal nie odbiega zbyt mocno od reszty. 


Po krótkim odpoczynku czas wracać do Mieroszyna. W sumie w obie strony trzeba się liczyć z dystansem około 100 km. 

5 komentarzy:

  1. Przepiękne opisy zawarte w tym blogu urzekły me serce...aż chciałabym się tam znaleść..super zdjęcia jak i zaznajomienie się z historią co bardzo ciekawie jest opisane...zazdroszcę wytrwałości jak i pasjii.podziwiam również ile pan musiał włożyć wysiłku fizycznego by pokonać tyle km.Pełen szacun.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i zapraszam do czytania innych moich relacji.

      Usuń
  2. Piekne zdjęcia i opisy ;-)
    A ja od tyłu lat nie byłam nad morzem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna wyprawa! Dziękuję za garść cennych informacji o wyspie Hel. Jak będę tam jechać, to na pewno wrócę do tego wpisu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Hel :). Staram się jeździć raz-dwa razy do roku, niezależnie, czy jest lato, czy też zima. Niestety, nie dorobiłam się jeszcze roweru :D. Ale pociąg i samochód też wystarczą, choć mniej aktywnie i zdrowo ;).

    OdpowiedzUsuń