Szlakiem Krwi i Chwały do Mełchowa

Wzorem ubiegłego roku wykorzystując piękną pogodę postanowiłem wyruszyć do Mełchowa. Co roku odbywają się tam uroczystości poświęcone bitwie z okresu powstania styczniowego. Do położonego niedaleko Lelowa Mełchowa wyruszyłem dość wcześnie. Niestety Gwidon coraz mocnej domaga się wymiany części toteż nie mogę na nim rozwinąć większych prędkości. Muszę jakoś przetrwać do końca sezonu zanim oddam mój rowerek na serwis aby wymienili mu wszystkie niezbędne części. Trasa do miejsca docelowego wybitenie skomplikowana nie jest. Można rzecz, że we fragmentach pokonywałem ją już dziesiątki razy. Najpierw runda przez miasto. Dalej szutrowy odcinek przez lasy do Ojrzenia. Tam znów wskakuję na drogę asfaltową, którą docieram do Gidel. Jechałem mocno spacerowym tempem ale nie aż tak wolno. Zresztą wyliczyłem sobie spory zapas czasowy. Z Gidel odbiłem a jakże na legandarny Garnek. Mniej więcej w tejże miejscowości miałem połowę drogi za sobą. Z Garnka ruszyłem na Świętą Annę i dalej na Przyrów. Za Przyrowem jechałem między polami gdzie widać już jesienne prace. Dziś ze wspomnianego Przyrowa nie pojechałem na Drochlin tylko w Podlesiu skręciłem w prawo w niepozorną ale ładną dróżkę. Dzięki temu zaoszczędziłem nieco dystansu. Po dotarciu do Mełchowa minąłem kaplicę gdzie odbywała się msza święta będąca częścią uroczystości kierując się na miejsce rekonstrukcji. 


Sama inscenizacji praktycznie przypominała tę sprzed roku. Chyba nawet były te same grupy rekonstrukcyjne. Najważniejsze, że pamięta się o tym wydarzeniu mimo upływu tylu lat. Starcie pod Mełchowem było jednym z ponad tysiąca starć do jakich doszło w okresie powstania styczniowego. Warto zaznaczyć, że pod Mełchowem walczył choćby elitarny polski oddział piechoty Żuawi śmierci. Ale nie tylko oni. Pod Mełchowem będąc nastolatkiem walczył również późniejszy święty Kościoła Katolickiego Albert Chmielowski, który w tymże starciu stracił nogę. 
Po inscenizacji tradycyjnie jest jeszcze grochówka. Ale podobnie jak rok temu widząc gigantyczną kolejkę ruszyłem w drogę powrotną. W Przyrowie zrobiłęm sobie małą przerwę na zakupy. Jadąc w stronę Radomska zatrzymałem się na chwilę w Świętej Annie aby zajrzeć do kościoła klasztornego Sióstr Dominikanek. Tam spotkałem grupę pielgrzymów z Pszczyny z przesympatycznym księdzem, który poczęstował mnie pączkiem i kanapką. Bardzo miły gest. Trochę porozmawialiśmy a potem trzeba było ruszać dalej. Kolejną krótką pauzę zrobiłem sobie przy Gidelskim Sanktuarium. Czas miałem przyzwoity więc na spokojnie ruszyłem w kierunku Ojrzenia. Potem znów odcinek przez las, miasto i do domu. W sumie uzbierało się 107 kilometrów. 

Komentarze