Velo Odrą do Chałupek

Sobotnia trasa do Frydka Mistka dała mi sporo do myślenia. Przede wszystkim wiedziałem, że lekko nie będzie. Głównie przez to, że dziś miałem jechać z sakwą. Zmodyfikowałem więc nieco trasę i zamiast dojeżdżać do Liskovca postaniwiłem, że z miejscowości Sedliste pojadę w kierunku Paskova. Nie mniej jednak pierwsze kilkanaście kilometrów to była powtórka z rozrywki. Krótko mówiąc bardzo duża ilość podjazdów w tym jeden o średnim nachyleniu 12 procnet. Kto choć trochę interesuje się kolarstwem to wie co oznacza podjazd o takim nachyleniu. Męczyłem się mocno na tych pierwszych kilkunastu kilometrach. Od miejscowości Sedliste też za różowo nie było. Nie mniej jednak podjazdy nie były już tak męczące. Za to szlaki w Czechach po raz kolejny pokazały mi, że tak olbrzymi uskok nie stanowi problemu i można takim miejscem poprowadzić szlak. Toteż nie było wyjścia i na tych stromiznach trzeba było zwyczajnie prowadzić rower. W okolicach dworca kolejowego wskoczyłem na piękną drogę rowerową wzdłuż Odry, którą miałem po lewej stronie. Zastanawiałem się czy będą jakieś trudności na trasie, ale poza małym odcinkiem, który jest powodu remontu ma niewielki objazd jedzie się jak po sznurku. Praktycznie nie ma podjazdów. Wystarczy skupić się tylko na tym aby nie przekraczać rzeki na licznych kładkach. Bo wariantów jazdy drogami rowerowymi jest naprawdę dużo. Gdybym miał porównywać to ta trasa przypominała mi VeloDunajcem, którym uwielbiam jeździć. Tak sobie jechałem praktycznie jak po sznurku. Bez żadnych problemów przejeżdża się Ostrawę, która do małych miast nie należy. Czas miałem dobry, więc można było zrobić krótki postój na kufel kofoli. Przed Bohuminem przypomniałem sobie, że w Starym Bohuminie nie ma żadnego marketu toteż musiałem w pewnym momencie odbić w prawo ze szlaku i skierować się w stronę jednego z marketów. Czas miałem bardzo dobry toteż nie musiałem robić na szybko zakupów. Mogłem spokojnie kupić to co sobie zaplanowałem. I trzeba przyznać, że udało mi się zakupić wszystkie produkty znajdujące się na mojej liście. Po zakupach sakwa jak i plecak wyraźnie zyskały na masie. A mnie nie pozostało nic innego jak ruszyć w stronę Starego Bohumina. Trochę kręcenia co osiedlowych uliczkach było, ale finalnie sprawnie dotarłem do przygranicznej części Bohumina. 


Wykorzystując dużo czasu, który miałem zamówiłem sobie smażony ser. Oczywiście z kofolą. Już po polskiej stronie robię jeszcze pauzę na lody. A po nich już tylko na dworzec i do domu. 

Komentarze