Trzy oblicza Sochaczewa

Sięgając pamięcią to rok temu śmigałem po szwedzkiej Gotlandii. W tym roku z różnych powodów musiałem zrezygnować z dalszych wyjazdów zagranicznych. Póki co ładna pogoda się utrzymuje i siedzieć cały tydzień w domu to nie w moim stylu. Toteż z samego rana zapakowałem rower w pociąg i ruszyłem w stronę Skierniewic. Podróż przebiegła bez zbędnych komplikacji. Po wtarganiu roweru na wiadukt przy dworcu w Skierniewicach można było ruszać w stronę Sochaczewa bo to był cel mojej dzisiejszej wycieczki. Pierwsze kilkanaście kilometrów wiodło dobrze mi znaną drogą rowerową. Co prawda z kostki ale nie ma co narzekać. Wszak jest ona odseparowana od gigantycznego ruchu na drodze wojewódzkiej. Nim się obejrzałem już byłem w Bolimowie. Tam już drogi rowerowej nie ma. Jazda drogą wojewódzką do Sochaczewa jest bez sensu. Opracowałem sobie alternatywną trasę. Niby kilka kilometrów więcej ale za to praktycznie bez większego ruchu. Tak się zastanawiałem czy kilka lat temu fragmentem tej trasy nie wracałem ze zlotu turystów kolarzy w Modlinie. I faktycznie fragmentem jechałem. Jadąc bocznymi drogami na spokojnie dojechałem sobie do Sochaczewa. Akurat tak się złożyło, że wszystkie zaplanowane miejsca do zwiedzenia miałem niejako po drodze. Na pierwszy ogień poszło Muzeum Kolei Wąskotorowej. Okazało się, że dziś wstęp był darmowy. Samo muzeum możemy podzielić na dwie części. Pierwsza wystawowa w pomieszczeniach gdzie możemy zobaczyć pokaźną kolejkę starych biletów, mundury kolejarskie, różnego rodzaju dokumenty oraz sprzęt techniczny. Jest też dość sporych rozmiarów makieta z kolejką. Za symboliczne dwa złote, które trzeba wrzucić kolejka zaczyna działać i pociągi ruszają w trasę. Na zewnątrz mamy drugą część. To spora kolekcja różnego rodzaju wagonów, lokomotyw. 


Co ważne sochaczewską wąskotorówka cały czas działa. Co jakiś czas odbywają się przejażdżki w okolice Puszczy Kampinoskiej. Szczegóły można znaleźć na stronie internetowej muzeum. Po sporej dawce zwiedzania można było kierować się dalej w stronę centrum. Tam na niewielkim wzniesieniu mamy ruiny zamku książąt mazowieckich. 


Trzeba przyznać, że nie zachowało się zbyt wiele. Ale to co jest zostało zabezpieczone i można poświęcić trochę czasu aby je obejrzeć. Jadąc dalej w stronę centrum zatrzymuję się jeszcze w miejscowym muzeum. Tam okazało się, że podobnie jak przy wąskotorówce tak i tu środa jest dniem darmowego zwiedzania. Do zobaczenia mamy wystawy związane z najstarszą historią Sochaczewa. Jednak mimo wszystko dominuje tematyka wojskowa związana przede wszystkim w bitwą nad Bzurą z września 1939 roku. Mamy więc sporą ilość mundurów i sprzętu wojskowego. Jest i nawet wojskowy rower. Na zewnątrz zaś jest i słynny czołg T-34. 
Czas szybko zleciał można było powoli wracać w stronę Skierniewic. Jechałem mniej więcej tą samą drogą. W sumie wyszło niecałe 80 kilometrów. A od Skierniewic już powrót pociągami. 

Komentarze