Nadmorskie klimaty okolic Dębek

Podobnie jak przed rokiem tak i tegoroczne wakacje rozpocząłem i kończę wizytą nad morzem. Tym razem ruszyłem w nieco inny fragment naszego wybrzeża. Choć jest mi on doskonale znany. Wszak choćby rok temu nim śmiagałem. Tak się też złożyło, że tegoroczna pierwsza i obecna wyprawa nad morze swój początek miała na dworcu kolejowym w Lęborku. Trzeba przyznać, że polskie koleje dość sprawnie dostarczyły mnie do tego maista. Do samej Łeby z uwagi na remont torów dojechać się nie da. Zreszta sama Łeba nie była moim celem. Z Lęborka co prawda wykorzystując piękną drogę rowerową wzdłuż drogi wojewódzkiej jechałem w stronę Łeby. Nie mnie jednak kilka kilometrów przed nią odbiłem w prawo na Sarbsk. Boczną drogą dojechałem w okolice miejscowości Dymnica. Tuż przed nią musiałem jednak odbić w niestety mocno piaszczysty, ale krótki odcinek wiodący gdzie w okolice Sasina. Na rogatkach tejże miejscowości znów wskoczyłęm na drogę rowerową, którą dotarłem do Osetnika. Oczywiście zrobiłem sobie pauzę aby wejść na latarnię morską. Z niej doskonalne widać elekrownię wiatrową na morzu oraz wycięte olbrzymie połacie lasu pod przyszłą elektrownię atomową. A propos eletrowni to zaczęłem się zastanawiać jak wygląda przejazd R 10 przez jej teren. Przy wjeździe okazało się, że nie ma nic trudnego. Ot jedzie się przez teren budowy. W zasadzie cały czas wzdłuż prowizorycznego ogrodzenia. A dalej to już tylko Lubiatowo i Białogóra. W tejże ostatniej stwierdziłem, że do miejsca noclegowego mam ledwie parę kilometrów. Toteż zdecydowałem się na wzrożenie w życie planu, który chodził mi po głowie. W sumie byłem blisko Jeziora Żarnowieckiego. Postanowiłem je więc objechać, mimo że już parę razy to robiłem. Droga jest w miarę spokojna. Choć dziś tak nie było z uwagi na bardzo silny wiatr, który dość niespodziewanie się zerwał. Ale jak już byłem w Prusewie to bez sensu było się cofać. W Nadolu musiałem jednak zrobić pauzę. Odpoczynek przy lodach i kawie a także panelu z młodym człowiekiem z wypożyczani sprzętu wodnego dobrze mi zrobił. Z Nadola miałem już bardzo blisko do elektrowni wodnej w Czymanowie. A tym samym znalazłem się już po drugiej stronie jeziora. Kolejny przystanek zrobiłęm sobie w Lubkowie na mały obiad. Nie spodziewałem się jednak, że na porcję pierogów przy znikomym ruchu przyjdzie mi czekać 40 minut. Chcąc nie chcąc musiłem czekać. A po obiedzie ruszyłem dalej w stronę Dębek. Przeciąłęm drogę wojewódzką i lekko dziurawą szutrówką dojechałem do tej bardzo popularnej nadmorskiej miejscowości. Zrobiłem sobie jedną pauzę nad Piaśnicą i drugą już na plaży. 

 
Pewnie posiedziałbym sobie dłużej, ale zaczęło się bardzo chmurzyć. Trzeba było więc ruszać bardziej w stronę lądu a konkretnie do Odargowa gdzie dziś nocuję. 

Komentarze