Nie raz i nie dwa pisałem, że nikt tak nie potrafi z rana podnieść ciśnienia jak polskie koleje. Kiedy wydawało się, że bez problemu dojadę do Częstochowy tuz przed nią pociąg sobie stanął i tyle. Obsługa oczywiście nie poinformowała nikogo o przyczyna. A pani konduktor z uśmiechem poinformowała mnie, że pociąg, do którego miałem się przesiąść na mnie nie poczeka. Ciśnienie od razu mi podskoczyło. W Częstochowie okazało się, że za pół godziny będzie jakiś przyspieszony pociąg do Katowic i przy dobrych wiatrach zdążę na kolejną przesiadkę. I znów już w samych Katowicach nieplanowany postój. Wysiadam na peronie i patrzę, że na sąsiednim jeszcze stoi pociąg, którym miałem dojechać do Goleszowa. No to sakwy w jedną rękę, rower w drugą, sprint po ruchomych schodach i jestem na właściwym peronie. Słyszę gwizdek oznaczający odjazd. O nie. Nie odpuszczę tego. Naciskam przycisk, drzwi się otworzyły. Można jechać. Reszta podróży pociągiem już spokojna. Wysiadam na stacji w Goleszowie i śmigam znaną mi drogą do Cieszyna. Oczywiście przejeżdżam na czeską stronę. Jadę kawałek i na drugim moście wracam na polską stronę. Dość ruchliwą drogą muszę dojechać do Pogwizdowa. Tam odbijam w stronę kładki na Olzie. Po czeskiej stronie czeska mnie piękna droga rowerowa.
Pogoda bardzo ładna, niestety trochę wieje. Nie przejmuję się tym zbytnio. Śmigam sobie piękną autostradą rowerową. Na obrzeżach Karwiny zatrzymuje się na malinową lemoniadę i ruszam dalej. Cały czas trzymam się szlaku rowerowego. Niestety na pewnym odcinku jest on w remoncie i trzeba jechać nieco objazdem. Za Karwiną skończyła się bardzo ładna droga asfaltowa. I zaczęły się odcinki szutrowe po fatalnych drogach. Nie było wyjściach trzeba było się przebijać tymi polnymi drogami do stronę Vernovic. Dopiero tam zaczyna się droga asfaltowa. Nie jest to niestety droga rowerowa, tylko z pełnym ruchem kołowym. Jedzie się więc zdecydowanie gorzej. Odcinki, które mam do pokonania nie są jednak zbyt długie. Na obrzeżach Bohumina zatrzymuje się w jednej z restauracji na obiad. Nie ukrywam. Byłem mocno zaskoczony jak w środku zobaczyłem oryginalne koszulki Petera Sagana z jego autografami.
Po posiłku bocznymi drogami jadę w stronę Starego Bohumina. Tam robię małe zakupy. Przekraczam most na Odrze i jestem w Chałupkach. Jadę w stronę Silherovic. Kiedy już tam jestem nawigacja pokazał mi nie tę drogę, którą chciałem jechać. Przez to byłem zmuszony kilka kilometrów jechać po kamieniach a potem dość ruchliwą drogą do miejscowości Hat. Nie ma co ukrywać nie był to łatwy odcinek. Cały czas pagórki. W pewnym momencie miałem wrażenie, że one się mnożą. Wreszcie przejeżdżam po raz kolejny przez granicę i bocznymi drogami docieram do Krzanowic gdzie przy miejscowym obiekcie piłkarskim mam nocleg.
Komentarze
Prześlij komentarz