Lubuski epilog do Sulechowa

Chcąc, nie chcąc trzeba było o poranku opuszczać gościnną dzielnicę Drzonków i ruszyć w kierunku centrum Zielonej Góry. Początkowo pięknymi trasami rowerowymi. Im bliżej centrum tym gorzej ze ścieżkami rowerowymi. Nie mniej jednak nim się spostrzegłem miałem już kilkanaście kilometrów w nogach. Z racji tego, że do pociągu miałem kilka godzin, trzeba było dobrze wykorzystać czas. Już wcześniej założyłem, że ruszę do Sulechowa, który zwykle odwiedzam przy większości wypraw w Lubuskie. Od okolic dworca kolejowego w Zielonej Górze aż po most na Odrze w Cigacicach jadę lepszymi, czasem nieco gorszymi ale drogami rowerowymi. Za mostem na Odrze na chwilę droga rowerowa się urywa by za chwilę znów się pojawić. Przy wjeździe do Sulechowa jadę rodzajem obwodnicy, która a jakże ma wydzieloną drogę dla rowerów. Wjeżdżam do centrum Sulechowa. Zatrzymuje się na lemoniadę. Chwilę odpoczywam i ruszam do sulechowskiego zamku. Stempluję książeczkę turystyczną i powoli wracam w stronę Zielonej Góry. Pogoda robi się coraz mniej korzystna. Jest niesamowicie duszno. Można się spodziewać, że będzie popołudniu padać. Jadąc spacerowym tempem dojeżdżam z powrotem do centrum Zielonej Góry. Oddaję książeczkę turystyczną PTTK do weryfikacji i śmigam sobie jeszcze po starówce. 


Oczywiście nie mogło zabraknąć pamiątkowego zdjęcia przy pomniku legendy zielonogórskiego żużla. Jeszcze tylko lemoniada, sernik i można kierować się w stronę dworca. Dalsza podróż do domu już pociągami. 

Komentarze