Są miejsca, o których wiemy że raczej już do nich nie wrócimy. Z pewnością do takich należy Łęknica ze swoim Parkiem Mużakowskim. Późno serwowane śniadanie sprawiło, że w drogę wyruszyłem co najmniej dwie godziny później niż planowałem. Oczywiście nie zamierzałem odpuścić miejsca, które wczoraj ominąłem. Mowa naturalnie o terenie dawnej kopalni węgla brunatnego Babina. Muszę przyznać, że nie darowałbym sobie faktu gdybym i dziś to miejsce odpuścił. Jest ono po prostu przepiękne. I nic to, że droga w stronę Zielonej Góry znów opóźniła mi się o godzinę. Dla tych kosmicznych widoków było warto.
Szczególnie warte uwagi są jeziorka, która powstały w miejscu dawnych wyrobisk. Niektóre mają turkusową wodę, inne nieco rudą. Jadąc Geoparkiem nie sposób nie zatrzymać się przy wieży widokowej. Trzeba się na nią wdrapać by móc z góry podziwiać najbardziej znane z jeziorek o nazwie Afryka.
Po wyjeździe ze wspomnianego parku zauważyłem gdzie wczoraj popełniłem błąd przez co owe jeziorka wczoraj ominąłem. Na szczęście dziś to nadrobiłem. Wyjeżdżając z Łęknicy wiedziałem, że czeka mnie dość żmudny i monotonny fragment trasy. Początkowo czekała mnie jazda mocno zaniedbaną ścieżką rowerową. Następnie jazda bocznymi drogami w kierunku miejscowości Jasień. Runda przez miasto i dalej bocznymi drogami w stronę Nowogrodu Bobrzańskiego. Początkowo miałem w zamyśle jazdę drogą wojewódzką aby ominąć fragment z otoczaków i połamanych płyt. Finalnie nic z tych moich planów nie wyszło. Trzeba było to kilkunastokilometrowe kolano zrobić. Mając w pamięci wczorajszą trasę wiedziałem jak przejechać przez Nowogród Bobrzański. Na liczniku miałem już sporo kilometrów a jak się miało okazać to mniej więcej dopiero połowa trasy. Nie zamierzałem bowiem jechać tak jak wczoraj. Kawałek za Nowogrodem ruszyłem bocznymi drogami w stronę miejscowości Stypułów. Trzeba przyznać, że mimo zmęczenia obyło się bez kryzysu. A i nogi dość dobrze podawały. Jadąc lokalnymi drogami dojechałem wreszcie do Stypułowa. Tam bowiem rozpoczyna się piękna droga rowerowa, którą zamierzałem jechać. Na pierwszych metrach mijam panią z trzema córkami. Zatrzymuję się. Chwilę rozmawiamy, choćby o tym jak wielką szkodą jest to, że Żagań nie jest zainteresowany pociągnięciem trasy do siebie. Dziwi mnie taka polityka. Przy okazji jeśli pani czyta to pozdrawia. Dziewczynki oczywiście także. Jazda ze Stypułowa to była już czysta przyjemność przynajmniej do Nowej Soli. Cały czas piękna asfaltowa droga. Oczywiście zmęczenie dawało już o sobie znać. Przez to na rogatkach Nowej Soli źle skręciłem. Na szczęście w porę zorientowałem się, że jadę nie w tę stronę. Trzymając się jednego ze szlaków nie wjeżdżałem do Nowej Soli tylko jechałem obrzeżami tejże miejscowości. W efekcie ominąłem też brukowany fragment w Otyniu. Po wskoczeniu na właściwy fragment wiodący do Zielonej Góry robię ostatnia pauzę. Zerkając na licznik wiem, że przekroczę 140 kilometrów. Jechało mi się bardzo przyjemnie. Po minięciu dzielnicy Zatonie na rondzie odbijam w prawo na Drzonków gdzie dziś nocuję. Wiem, że nieco braknie mi do przekroczenia 150 kilometrów. Na siłę nie zamierzam jednak dokręcać kilometrów aby przekroczyć magiczną granicę.
Komentarze
Prześlij komentarz