Ubiegłotygodniowa, szkolna wycieczka do Sandomierza przypomniała mi, że to piękne nadwiślańskie miasto znalazło się na liście miejsc do odwiedzenia w bieżącym roku. Wydłużony czerwcowy weekend nadawał się do tego idealnie. I to nawet jeśli prognozy pogody nie były zbyt optymistyczne. Oczywiście jak to ostatnio bywa na pewnym odcinku trzeba było wspomóc się koleją. To zaś wymagało pobudki w środku noc. Czego jednak nie robi się dla rowerowej pasji. Trzeba przyznać, że kolej dowiozła mnie na miejsce docelowe bez opóźnień. Niestety ze zwiedzania pierwszej atrakcji nic nie wyszło. W Ćmielowie byłem bowiem przed 9:00 rano a Muzeum Porcelany, z której słynie ta świętokrzyska miejscowość czynne dopiero od 13:00. Nie pozostało mi nic innego jak ruszyć bocznymi drużkami w kierunku Sandomierza. Duszne powietrze i nisko wiszące chmury nie napawały optymizmem. Jadąc w swoistym labiryncie lokalnym dróg miałem tylko jedno życzenie. Ot, aby nie padało. Okazało się ono jednak tylko marzeniem. Mniej więcej w połowie dystansu zaczęło padać. Może niezbyt mocno ale na tyle uciążliwie, że po pokonaniu trzech może czterech kilometrów zdecydowałem się na pauzę gdzie na przydrożnym przystanku. Odczekałem kwadrans, może nieco dłużej i deszcz powoli ustawał. Można było ruszać dalej w drogę. Było dość wcześnie, trasa do pokonania niezbyt długa więc nie było sensu się spieszyć. Należy dodać, że na jakąś szybką jazdę nie pozwalał również usiany wręcz pagórkami teren. Nie mniej jednak pokonując powoli kolejne wzniesienia jadąc między sadami a to wiśni, a to jabłoni zbliżałem się do Sandomierza. W pewnym momencie kiedy skończył się kolejny sad pojawiły się tabliczki z ulicami. A to oznaczało, że jestem na obrzeżach Sandomierza. Niestety mimo, że od mojej ostatniej rowerowej wizyty w tym mieście minęło ponad 10 lat pod względem infrastruktury rowerowej dalej jest fatalnie. Zwyczajnie jest ona w śladowych ilościach. Jakoś udało mi się dotrzeć do starówki, gdzie ku mojemu zaskoczeniu zgromadził się spory tłum. Była też obstawa policyjna. Czyżby jakiś vip przejechał? Dopytuję jedną z oczekujących pań. Nic z tych rzeczy. Okazało się, że to wszystkie zabiegi z racji procesji na Boże Ciało. Ruszyłem w stronę zamku, który zamierzałem zwiedzić. Ale nic z tego. Podobnie jak Muzeum w Ćmielowie czynny dziś od 13:00. Ruszam więc na starówkę. Mijam pod drodze słynne Ucho Igielne czyli Bramę Dominikańską. Odwiedzam centrum informacyjne gdzie miłe panie potwierdzają, że na infrastrukturę rowerową nie mam co liczyć. Otrzymuję też kartkę z informacjami jakie obiekty w jakiś godzinach są otwarte w ten długi czerwcowy weekend. W jednej z restauracji zatrzymuję się na obiad. Patrząc na ratusz, obserwuję jak przybywa coraz więcej ludzi. To znak, że trzeba uciekać. Sprowadzam rowerek ulicą Browarną w dół i na samym końcu trafiam na trasę Green Velo. Ruszam nią w kierunku mostu na Wiśle. W tle mam piękną panoramę starówki.
Przejeżdżam most na Wiśle, za którym ot tak urywa się droga rowerowa. Mam jeszcze kawałek do miejsca noclegowego. Rozpakowuję się, dłuższą chwilę odpoczywam. Można się przybrać i spacerkiem z powrotem ruszać w stronę starówki.
Komentarze
Prześlij komentarz