Sobotni poranek przywitał mnie bardzo ładnym słoneczkiem. Troszkę smutno było opuszczać urokliwy Sandomierz. Może jeszcze kiedyś tam zawitam. Póki co jadąc na drugą stronę Wisły delektować się panoramą starówki. A potem podobnie jak w czwartek bocznymi uliczkami wyjechałem z Sandomierza. W planach miałem jeden przystanek w Opatowie. Długimi kilometrami jechałem labiryntem lokalnych dróg, najeżonych pagórkami. Tempo jazdy nie było imponujące, ale też nikt mnie nie gonił. Tak sobie jechałem wśród okolicznych sadów. Krajobraz może nieco monotonny. Za to trzeba było w jazdę włożyć sporo wysiłku pokonując często dość pokaźne podjazdy. Spory fragment dzisiejszej trasy pokrywał się z tym czwartkowym. Dopiero po ponad dwudziestu kilometrach pojechałem nieznaną mi trasą. Po drodze minąłem jedną z podsandomierskich winnic. Niestety nie była jeszcze otwarta. W końcu przyszedł moment kiedy wyjechałem ze swoistego labiryntu lokalnych dróg i wyjechałem przy dawnej drodze krajowej. Musiałem się przebić na drugą stronę, aby następnie jechać drogą równoległą do ekspresówki. Tak sobie jadąc w końcu dotoczyłem się do Opatowa. Sprawnie dojechałem do rynku, gdzie odszukałem miejsce, które chciałem odwiedzić. Chodzi oczywiście o Podziemną Trasę Turystyczną. Okazało się, że zwiedzanie odbywa się o pełnych godzinach. Miałem więc niespełna pół godziny czasu wolnego. W sam raz aby nieco odpocząć, wypić kawę i zjeść lody. Spacer opatowską trasą podziemną trwa około godziny. W sumie jest ona podobna do tej z Sandomierza. Ale warto ją odwiedzić. Po zwiedzaniu było już południe a przede mną jeszcze około dwudziestu kilometrów do pokonania. Zatem tylko fotka przy Bramie Warszawskiej i można opuszczać Opatów.
Chwilę jechałem dość ruchliwą ulicą po czym odbiłem w jedną z bocznych kierując się w stronę Ostrowca Świętokrzyskiego. W dalszym ciągu nie brakowało podjazdów, ale nie były one już tak męczące jak te w okolicach Sandomierza. Nie spiesząc się zbytnio powoli zbliżałem się do Ostrowca Świętokrzyskiego. Na szczęście jadąc od strony Opatowa w stronę dworca kolejowego nie trzeba przebijać się przez całe miasto. Na wspomniany dworzec kolejowy przejechałem ze sporym zapasem czasu. Był więc czas na zakupy i jedzenie. A potem już tylko powrót trzema pociągami z powrotem.
Komentarze
Prześlij komentarz