Niedzielny tour z Pałuk do Torunia

Drugi rok z rzędu tak się układa, że koniec majówki zaplanowałem w Toruniu. Ruszając wczesnym rankiem z Janowca Wielkopolskiego miałem świadomość, że czeka mnie dystans na pewno powyżej stu kilometrów. Rozważałem różne warianty trasy. Ostatecznie wybrałem po części trasę, którą dużymi fragmentami pokonałem w ostatnie dwa dni. Na wstępie ruszyłem więc w kierunku Żnina, gdzie dziś podobno zaplanowano jakiś festyn. Rzecz jasna nie miałem możliwość aby wziąć w nim udział. Ze stolicy Pałuk ruszyłem w stronę Barcina. Będąc już w tejże miejscowości krótko rozmawiam z moim przyjacielem Marcinem po czym ruszam w dalszą drogę. Tym razem aż do Torunia przyszło mi jechać trasą, której nie znałem. Stąd oczywiście zastanawiałem się jak ona będzie wyglądać. Początkowo droga niczym mnie nie zaskoczyła. Ot z jednej strony pola i z drugiej strony pola. Krajobraz, który w zasadzie towarzyszył mi od samego Janowca Wielkopolskiego. Z uwagi na minimalny ruch sprawnie dojechałem do Złotnik Kujawskich. I tu pojawiła się obawa jak będzie wyglądać jazda drogami wojewódzkimi do Gniewkowa. Obawa zupełnie niepotrzebna. Zaraz bowiem za Złotnikami Kujawskimi rozpoczęła się piękna droga rowerowa. Wiodła ona dużymi fragmentami wzdłuż drogi wojewódzkiej, by na dłuższą chwilę odbić gdzieś w pola. Cały czas jednak jechało się na tyle płynnie, że momentalnie wręcz minąłem Rojewo i sunąłem do Gniewkowa. Po dotarciu do tej miejscowości na rynku zrobiłem sobie dłuższą pauzę na kawę i lody. Można było nieco odpocząć bo słoneczko przygrzewało również mocno jak wczoraj. 
Ruszając z Gniewkowa na ostatni fragment wiodący do Torunia wiedziałem, że będzie on przede wszystkim leśny. Na szczęście cały czas miałem drogę asfaltową. Las dawał nieco ukojenia od skwaru. Można było powdychać zapachu lasu. Tak jadąc dotarłem do miejscowości tuż przed Toruniem. Jadąc początkowo osiedlowymi uliczkami wskoczyłem wreszcie na drogę rowerową, którą dotarłem do Torunia. Czasu do pociągu miałem sporo. Mogłem więc podjechać na starówkę na mały obiad. 


Oczywiście zrobiłem sobie małą rundę po bulwarach nad Wisłą. Mogłem też nieco odpocząć po co by nie mówić dość intensywnej jeździe. Po relaksie nie pozostało mi nic innego jak tylko ruszyć w stronę dworca kolejowego. 

Komentarze