Majówkowy tour w Kujaw na Pałuki

Będzie z dziesięć lat kiedy ostatnio byłem na Pałukach. W planach na ten rok mam wyprawę po województwie kujawsko-pomorskim, stąd pojawił się pomysł aby w majówkę ruszyć na tamte okolice. Wczesnym rankiem ruszyłem pociągiem najpierw do Kutna by tam przesiąść się na drugi pociąg. Nim dojechałem do Solca Kujawskiego. I to stamtąd mogłem wreszcie ruszyć już rowerkiem w stronę Pałuk. Pierwszy odcinek był całkiem przyjemny. Może poza remontowanym odcinkiem a właściwie to fragmentem gdzie prowadzone będzie pewnie obwodnica. Teren niby płaski, ale drobnych pagórków nie brakowało. Ale cały czas wokół były sosnowe lasy. Nic dziwnego, że śmigało się bardzo dobrze. I nim się obejrzałem miałem już 20 kilometrów przejechanych. Nie zamierzałem jednak pędzić. Raz było jeszcze wcześnie a dwa w Barcinie, który był moim kolejnych punktem przystankowym zaplanowano dziś mecz piłkarski. I trzeba powiedzieć, że to nie był zwykły mecz. W końcu miało dość do dębowych derbów. Zespół Dębu Barcin miał zagrać z Dębem Potulice. Nie spiesząc się zbytnio i tak w Barcinie zameldowałem się grubo na godzinę przed meczem. W niewielkim rynku chciałem zatrzymać się na kawę ale nie uświadczyłem żadnej kawiarni. Musiałem się więc zadowolić średniej jakości lodami. Po odpoczynku ruszyłem na miejscowy obiekt. Sam mecz to nie było zwyczajne widowisko. To było meczycho co się zowie. Choć to tylko A klasa bydgoska. Pierwsze minuty zdecydowanie dla gości, którzy co trzeba przyznać wykorzystywali każdy błąd miejscowych. W efekcie po 22. minutach prowadzili już 3:0. Mogło się więc wydawać, że jest już po meczu. Ale nic z tych rzeczy. Pięć minut przed przerwą gospodarze wreszcie zdołali wbić piłkę do bramki przyjezdnych. W drugiej odsłonie doszło do prawdziwej remontady. Po godzinie gry gospodarze zdobyli kontaktowego gola, by po trzech kolejnych minutach doprowadzić do remisu. Później oba zespoły miały po kilka okazji do zdobycia gola. Finalnie w pierwszej minucie doliczonego czasu gry przy biernej postawie obrony gości do miejscowi zdobyli czwartego gola, zwyciężając ostatecznie 4:3. 
Po takiej piłkarskiej uczcie można było ruszać dalej. Co prawda trochę ciężko mi się z tego Barcina wyjeżdżało a do tego teren co chwilę serwował mi kolejne pagórki do pokonania to jakoś specjalnie nie czułem zmęczenia. Tak sobie jadąc mocno pofałdowanym terenem dotarłem do Żnina. Ruszyłem do centrum. Niestety w rynku oba muzea były zamknięte. W końcu przecież majówka i jeszcze jakiś turysta będzie chciał coś zwiedzić. To trzeba profilaktycznie wszystko pozamykać. Zawróciłem więc do miejsca gdzie kiedyś była cukrownia. Dziś powstał tam hotel, restauracje, sala bankietowa, basen, nawet kręgielnia jest. Miejsce coś na wzór łódzkiej Manufaktury. Zachowując rzecz jasna odpowiednie proporcje. Na pewno dawno cukrownia w Żninie ma potencjał na rozwój. 


W jednym z lokali zatrzymuje się na mały obiad po czym nie pozostaje mi nic innego jak ruszać na ostatni fragment dzisiejszego etapu. Robię więc kolejną rundę po Żninie po czym wyjeżdżam na drogę wiodącą do Janowca Wielkopolskiego. Jechało mi się bardzo przyjemnie. Głównie dlatego, że ruch na drodze był wręcz znikomy. Stąd kolejne kilometry pokonywałem bardzo sprawnie. Już w samym Janowcu robię zapasy płynów na jutro. Na koniec pozostało mi jedynie zlokalizowanie obiektu Ośrodka Sportu i Rekreacji, który stanowi moją bazę noclegową. 

Komentarze