Relaksacyjna wycieczka do Garnka

Mocno leniwie rozpoczyna się ten rowerowy 2026 roku. Oby nie zapeszyć, marzec póki co przynajmniej w weekendy daje możliwości odbywania pierwszych wycieczek rowerowych. Dziś też poranek zachęcał świecącym słońcem do odbycia małego tripu. Rzecz jasna póki co trzeba po okresie zimowym budować formę, stąd na razie te wycieczki nie są przesadnie długie. Choć słońce ładnie przygrzewało to dla równowagi dość mocno dziś wiało. Nie mniej jednak trzeba było ruszać w teren. Plan na dziś nie był jakąś nowością. Zgodnie z wieloletnią tradycją trzeba było uda się do miejscowości Garnek. Trasa nie była przesadnie ani długa ani trudna. Ot przejazd przez miasto, gdzie ku mojemu zaskoczeniu pojawia się coraz więcej dróg rowerowych . Może nie jest tego przesadnie dużo, ale każde sto czy dwieście metrów cieszy. Po wyjeździe z miasta miałem do pokonania spory odcinek duktami leśnymi. Na szczęście zdążyły one już obeschnąć po zimie, więc jechało się całkiem dobrze. Małe schody zaczęły się dopiero przed Gidlami, gdzie na otwartych przestrzeniach mocno wiało. Wiatr towarzyszył mi praktycznie cały czas. Jadąc dość spacerowym tempem pokonywałem kolejne miejscowości aż dotarłem do owianego legendami Garnka. 


Tam małe zakupy i krótki postój w parku imienia braci Reszke. Nie raz już o nich wspominałem, stąd nie będę po raz kolejny przybliżał postaci tych śpiewaków operowych. 
W drodze powrotnej miałem nieco szczęścia. Towarzyszący mi przez całą wycieczkę wiatr, tym razem wiał w plecy. Stąd można było pojechać nieco szybciej. Trasa była taka sama. Przejazd przez kilka mniejszych miejscowości do Gidel. Tam skręt w prawo w kierunku Ojrzenia. Potem leśny odcinek z małym postojem. I dalej wjazd do miasta. 

Komentarze