Tradycją ostatnich lat są moje wyprawy w okolicach urodzin. W tym roku przymierzałem się również do dwudniowej wycieczki. Finalnie jednak postawiłem na wersję jednodniową. Podczas wiosennego spotkania nauczycieli historii w Muzuem Marszałka Piłsudskiego w Sulejówku uświadomiłem sobie, że byłem tam rowerem tylko raz. Ładnych parę lat temu, bo nie było wówczas jeszcze Muzuem a Milusin z uwagi na budowę był zamknięty. Dziuś nadarzyła się okazja aby wyruszyć do Sulejówka. Oczywiście na miejsce o dziwo o czasie dojechałem pociągami. I z dworca ruszyłem już do Muzuem gdzie dziś też było spotkanie dla nauczycieli związane z Bronisławem Piłsudskim, rzecz jasna bratem Józefa. Ja na dziś zaplanowałem sobie zwiedzanie dworku Marszałka czyli popularnego Milusina. Ostatnio byłem tam dwa lata temu jeszcze z moją poprzednią klasą wychowawczą. Tym razem mogłem na spokojnie zwiedzić Milusin. W Sulejówku Marszałek Piłsudski mieszkała niecałe trzy lata. Konkretnie od momentu kiedy wycofał się na krótko z życia politycznego.
Niestety z oryginalnego wyposażenia dworku mało co zostało. Ot kiedy wkroczyła tam Armia Czerwona a potem władze komunistyczne wywieziono wszystko co się dało. Po latach udało się odzyskać jedynie niewielką część. Warto wspomnieć, że przez kilkadzisiąt lat zanim dworek wrócił do córek Marszałek mieściło się tam przedszkole. Samo zwiedzanie dworku odbywa się z przeowdnikiem o wyzaczonych godzinach. Zdecydowanie polecam zakup biletu wcześniej przez internet.
Po zwiedzaniu udałem się jeszcze do restauracji Adelcia gdzie na krzeszłach z radomszczańskiego Famegu oczekiwałem na herbatę a także ciasto Marszałkowskie. Może nie jestem jakimś wielkim fanem ciast ze śliwkami ale to było nawet niezłe.
Z Sulejówka jest zaledwie kilkanaścię kilkometrów do Ossowa gdzie rozegrał się fragment Bitwy Warszawskiej. Będąc tam lata temu w miejscowości była jedynie niewielka izba poświęcona tejże bitwie. Teraz jest olbrzymi gmach Muzeum Bitwy Warszawskiej. Czasu na jego zwiedzanie to ja dziś nie miałem ale wszedłem aby zapytać na jakich zasadach zwiedza się Muzeum. I ku mojej uciesze okazało się, że przy kasie jest też sklepki gdzie można kupić kubeczek z wizerunkiem Marszałka na Kasztance, na który od dawna polowałem. A jako, że mam jutro urodzin to sprawiłem sobie taki prezent.
Opuszczając gmach Muzuem podjechałem jeszcze na cmentarz ofiar Bitwy Warszawskiej. Po oddaniu hołdu można było ruszać z drogę powrotną. Jechało się w miarę. Poza niespełna dwu i półkilometrowym odcinkiem gdzie trzeba było jechać niby loklaną ale pełną aut drogą. Odcinek jak wspomniałem nie był długi więc dość sprawnie dojechałem z powrotem do Sulejówka a stmtąd już pociągami do domu.
Komentarze
Prześlij komentarz