Trip na Hel kończący wakacje

Ołowiane chmury, które wczoraj zebrały się nad morzem nie były przypadkowe. W nocy zaczęło lać i skończyło dopiero około 10:00. Stąd dopiero o tej godzinie mogłem ruszyć w trasę. Nie była ona jakoś specjalnie skomplikowana. Ot zwyczajnie dojechać na Hel. Ale alternatywny były dwie. Pierwszy wariant zakładał jazdę do Krokowej i stamtąd drogą rowerową w stronę Swarzewa i dalej na Władysławowo. Drugi zaś przez Dębki na Jastrzębią Górę i dalej w stronę Helu. Zważywszy na fakt, że pierowtnie zakładałem jazdę przez Dębki to finalnie tak zdecydowałem się jechać. W Dębkach zrobiłem zaopatrzenie na drogę po czym szutrową drogą ruszyłęm w stronę Karwieńskich Błot. Jechałem sobie bardzo wolnym tempem. W końcu nikt mnie nie gonił. W ubiegłym roku testowałem fragment R 10 w tamtejszych okolicach. Jest on bardzo przemyślanie poprowadzony. Najważniejsze, że bokiem mijamy Karwię oraz Jastrzębią Górę. W przypadku tej ostatniej wyjeżdża się na jej rogatkach. A stamtąd mamy przysłowiowy rzut beretem do Rozewia. Oczywiście podjechałęm sobie do latarni morskich. Tak dobrze czytanie. Piszę latarnie bo są dwie. Niestety od ubiegłego roku nikt nie wpadł na pomysł aby stworzyć wspólny bilet na dwie latarnie. Podobno kiedyś tak było i się nie sprawdziło. Większej bzdury nie słyszałem. Od Rozewia mam cały czas piękną drogę rowerową w stronę Władysławowa. Im bliżej byłem tej miejscowości, tym niestety coraz więcej ludzi. Trzeba było uważać aby jakiś gamoń zwyczajnie nie wpadł pod rower. Jazda rowerem w szczytowych godzinach na odcinku Władysławowo - Hel jest mało przyjemna. Mnóstwo rowerzystów i pieszych, którzy za nic mają fakt, że idą po drodze rowerowej. Na szczęście pogoda przyszłą mi z pomocą. W okolicach Kuźnicy zerwał się wiatr i zaczęło padać. Może niezbyt intensywnie ale wystarczyło aby wszystkich wymiotło. Zostały tylko najtwardsze jednostki. 


Deszcz o dziwo szybko przestał padać. A i wiatr się uspokoił. Błyskawicznie zaczęło się wypogadzać. Choć było widać, że w okolicach Juraty i Helu leje niemiłosiernie. Tak czy inaczej trzeba było jechać. Z uwagi na pogodę na szlaku zrobiło się nieco luźniej. Toteż spokojnie przejechałem sobie przez Jastarnię i Juratę, która mocno poprawiła infrastrukturę rowerową. Za Juratą wszędzie mnóstwo policji. Wszystko przez spotkanie Prezydenta RP z młodzieżą. Po minięciu wielu pojazdów policyjnych rozpocząłem leśny odcinek wiodący na Hel. Choć było już bardzo ładnie, wszędzie było mnóstwo kałuż po ulewie, która szczęśliwie mnie ominęła. Przed samym Helem podjechałem do Muzuem Obrony Wybrzeża. Chciałem skosztować grochówki, którą tam serwują. Niestety okazało się, że w ten weekend jej po prostu nie ma. Nie pozostało mi nic innego jak tylko jechać prosto na Hel. Zatrzymałem się na obiad w jednej w najbardziej klimatycznych knajp w Helu. A potem przez tłumy wczasowiczów przedostałem się w okolice cypla. Tam mogłem sobie spokojnie odpocząć i podelektować się widokiem morza. Pewnie siedziałbym aż do zachodu słońca. Niestety trzeba było kierować się w stronę dworca. 

Komentarze