Tour zachodnim pojezierzem do Barlinka

Z racji tego, że wczoraj odwiedziłem kilka miejsc, które planowałem na dziś mogłem w trasę ruszyć nieco później. Rano taka refleksja mnie naszła, że Cedynia kompletnie traci walory turystyczne. Muzeum zamknięte w niedzielę. Podobno od wtorku jest czynne. Mnie to jednak nie satysfakcjonuje. Po śniadaniu można było ruszać w trasę. I trzeba przyznać, że jej początek mocno mnie zaskoczył. Głównie z uwagi na niezliczoną ilość pagórków, które trzeba było pokonać. Za miejscowością Golice drogą rowerową ruszam w kierunku Trasy Pojezierzy Zachodnich. To nią dziś będę śmigał. Wiem, że do samego Trzcińska Zdrój czeka na mnie autostrada rowerowa. Po drodze jednak odbijam z trasy aby wjechać do miejscowości Moryń. Samo miasteczko choć malutkie ma wiele atrakcji do zaoferowania. Ja skupiam się na zamku a raczej jego pozostałościach. Aby do nich dojechać trzeba pokonać niespełna cztery kilometry. Ale warto tam podjechać. Same pozostałości zamku znajdują się na prywatnym terenie gdzie jest też centrum konferencyjno-wypoczynkowe. Nie mniej jednak wjechać można. Przypadkowo po wjeździe napotkałem właściciela. Przesympatyczny człowiek. Bez problemu pozwolił mi wjechać i pokierował gdzie znajdują się pozostałości zamku, który wznieśli jeszcze margrabiowie brandenburscy. 


Cieszy fakt, że właściciel zabezpieczył pozostałości zamkowych murów. Trochę zostało też zrekonstruowane. Jest też rodzaj kładki, którą można się przespacerować. Przy okazji ciesząc się widokiem na Jezioro Morzycko. Po zwiedzeniu dłuższą chwilę rozmawiam jeszcze z właścicielem. Rozmawialibyśmy pewnie dłużej ale trzeba było jechać dalej. Jeśli kiedyś będziecie w Moryniu koniecznie zakręcie do zamkowych ruin. Nie spiesząc się zbytnio ruszyłem dalej w trasę. Nie ukrywam, że z radością obserwowałem prace przy drodze rowerowej, która ma połączyć trasę pojezierzy z Moryniem. Super inicjatywa włodarzy miasteczka. Po powrocie na szlak niczym po sznurku dojechałem do Trzcińska Zdrój. O tym miasteczku wspominałem wczoraj. Dziś zakręciłem tam aby po prostu zrobić zakupy. Drogą rowerową dojechałem do Góralic. Tam rowerowa autostrada się skończyła i szlak nakazywał skręt w prawo. Tak też pojechałem choć prosto już jest droga rowerowa, której nie ma na żadnych aplikacjach. Czyli jest postęp w pracach. Mnie nie pozostało nic innego jak jechać lokalną drogą, niestety bardzo marnej jakość. Nie potrwało to zbyt długo po po kilku kilometrach znów pojawiła się piękna droga rowerowa. Dojechałem nią do Pniowa. Dalej znów kilka kilometrów drogami lokalnymi. Ale za Rościnem ponownie przywitała mnie piękna droga rowerowa, którą dojechałem do Myśliborza. Tam w rynku trzeba było zrobić przerwę na lody. Z miasta udało się wyjechać dość sprawnie. A ja zacząłem częściej zerkać w niebo. Od dłuższego czasu zaczęły zbierać się bowiem deszczowe chmury. Trzeba było więc nieco przyspieszyć. Do węzła z S3 dojechałem drogą rowerową. Potem trzeba było pokonać kilka kilometrów lokalnymi drogami aby przedostać się na drugą stronę. Po przecięciu DW 119 znów wskoczyłem na rowerową autostradę. Pochłaniałem kolejne kilometry. Aż w końcu znalazłem się na rogatkach Barlinka. Zaczęło trochę kropić, ale niezbyt intensywnie. Na szczęście nie musiałem się pchać do centrum, tylko jechałem sobie wzdłuż jeziora. Kiedy nieco mocnej zaczęło kropić postanowiłem, że to dobry czas na obiad. Zrobiłem sobie więc pauzę. A po niej ruszyłem na drugą stronę Jeziora Barlineckiego. Po drodze mijałem swoistą aleję leśnych zwierząt. 


Kiedy dotarłem do miejsca gdzie nocuję zostawiam rzeczy i ruszam na wspomniane wcześniej jezioro, aby nieco odpocząć. 


Jakby nie patrzeć to uzbierało mi się dziś 107 kilometrów. 

Komentarze