Słowacka katorga do Bardejowa

Wyruszając na dzisiejszy etap wiedziałem, że może być ciężko. Nie spodziewałem się, że momentami to będzie katorga. Oczywiście po części sam ją sobie zafundowałem. Wymyśliłem, że z Wysowej Zdrój podjadę do miejscowości słowackiej miejscowości Cigelka. W teorii prowadzi tam zielony szlak pieszy, który według opisu jest łatwiejszy niż czerwony. Początkowo oba prowadzą tak samo. I już na starcie nie jest łatwo. Strome podjazdy mogą zniechęcić. Na domiar złego zielony szlak profilaktycznie jest zamknięty dla turystów. W końcu trzeba drzewa wycinać. Niby jest wytyczony jakiś szlak zastępczy. I tu pozostawię to bez dalszego komentarza. Nie pozostało mi nic innego jak jechać w stronę Świętej Góry Jawor gdzie znajduje się Cerkiew Opieki Matki Bożej. Jechać to za duże słowo. Momentami trzeba było prowadzić rower pod górę. Nawigacja pokazywała, że dalej jest polna droga, którą dojadę do Cigelki. Trudno powiedzieć kiedy przekroczyłem granicę, ale ta droga polna okazała się łąką. Były ślady po traktorze więc nimi jechałem mając nadzieję, że majacząca w oddali wioska do Cigelka. I faktycznie jak dojechałem do końca łąki do pokazała się droga asfaltowa ale nie tylko. Był też pastuch, którym ogrodzona była łąka, którą jechałem. Na szczęście dało się przejść pod nim. Kiedy już wyjechałem na drogę asfaltową okazało się, że to faktycznie Cigelka. Niby dobrze, ale czułem się mało komfortowo mijając cygańskie osiedle. Asfaltową drogą dojechałem do Petrovej i dalej do miejscowości Gaboltov. Dobrą drogą nie nacieszyłem się zbyt długo. Na Zlate prowadził bowiem szlak rowerowy, który składał się z samych kamieni i pokruszonego asfaltu. Tragiczny odcinek, zero przyjemności z jazdy. Na domiar złego po tych kamieniach cały czas w górę. W Zlatej na chwilę pojawił się asfalt a potem znów te same kamienie na drodze. W końcu wydostałem się z tych kamienistych odcinków na drogę asfaltową. Tym razem prowadziła ona już do Bardejova. I cały czas miałem zjazd. W samym Bardejovie trzeba przyznać dość sprawnie dojechałem do zabytkowego rynku wpisanego na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Widok wynagrodził mi olbrzymi wysiłek jaki włożyłem aby dojechać w to miejsce. 


W informacji turystycznej miła pani powiedziała mi, że takich dróg rowerowych jak w Polsce to nie mam się co spodziewać. Na osłodę mogłem kupić kofolę z nalewaka. Centralnym miejsce w rynku jest ratusz. Jest też mnóstwo pięknych kamieniczek. Jest też dom polsko-słowacki. Z uwagi na upał oraz zmęczenie zatrzymałem się na obiad. Tu poza smażonym serem z frytkami też zamówiłem kofolę. Ale to co mi podano było niestety jest marną podróbką. Chcąc nie chcąc trzeba było ruszać dalej. Zamierzałem bowiem dojechać jeszcze do uzdrowiska Bardejovske Kupele. Przez pewien czas jechałem drogą rowerową, potem chodnikiem. Ten urwał się przy stacji benzynowej a szlak rowerowy prowadził do lasu. Okazało się, że to jest Single Track. Momentami jechać się po tym nie dało i trzeba było rower prowadzić. Kiedy się wreszcie z tego wydostałem to w końcu pojawiła się droga rowerowa. I na spokojnie dojechałem nią do owych Bardejowskich Kupeli. Architektura uzdrowiska bardzo ładna. Trochę się pokręciłem, robiąc pauzę na lody i kawę. Ale trzeba było wracać. Jechać z powrotem tą samą trasą nie zamierzałem. Tym bardziej, że do Zbrova miałem około 6 kilometrów. Niby droga krajowa, ale odcinek krótki więc podjąłem ryzyko jazdy. Początkowo śmigałem chodnikiem do dzielnicy Dlha Luka. Tam już zostałem skazany na jazdę słowacką krajówką. Do Zbrova miałem może z cztery kilometry. Ujechałem może niecałe dwa i po tym jak tir minął mnie na przysłowiową żyletkę dalsze ryzyko nie miało sensu. Ot następne około dwa kilometry aż do rogatek Zborova prowadziłem rower. Kiedy już do nich dotarłem odbiłem w prawo i boczną dróżką o zerowym na szczęście ruchu dojechałem do centrum. Tam odbitka w lewo. Niezbyt długi odcinek na szczęście niezbyt ruchliwą drogą wojewódzką i kolejna odbitka w lewo tym razem w stronę Stebnickiej Huty. Śmigałem piękną drogą asfaltową. W końcu znów przyszło mi odbić w lewo i tam już tak różowo nie było. Znów czekał mnie fragment kamienistej drogi. Momentami było ciężko. Ale byłem już coraz bliżej granicy. Zanim jednak do niej dojechałem trzeba było kawałek prowadzić rower aż do Przełęczy Wysowskiej. 


Po naszej stronie szutrówka zrobiła się dużo lepsza. Aż na obrzeżach Blechnarki pojawił się asfalt. Można było więc śmigać do Wysowej Zdrój. Oczywiście nie odmówiłem sobie wjazdu do Parku Zdrojowego na kolejne lody i kawę. Niby już druga porcja dziś, ale po takim gigantycznym wysiłku chyba mogłem sobie na to pozwolić. Po drodze do miejsca noclegowego zatrzymałem się jeszcze na jedzonko bo trzeba było zadbać o dodatkowe kalorie. 
Końcowe wnioski mam takie, że do Bardejova zdecydowanie lepiej jechać przez Blechnarkę. A w samym Zborovie trzeba odbić na szlak czerwony i nim próbować dotrzeć do miejscowości Andrejova. I tamtejszymi asfaltowymi jak mniemam drogami dojechać do Bardejova. Co prawda ominiemy uzdrowisko, ale trasa będzie dużo łatwiejsza i bezpieczniejsza niż ta, która ja dziś sobie zafundowałem. 

Komentarze