Beskidzkimi pagórkami do Wysowej Zdrój

Końcówkę lipca trzeba wykorzystać na kolejną wyprawę rowerową. Sięgnąłem to moich pomysłów na ten rok i wyszło mi na to, że odpowiednim kierunkiem będą Beskidy. Od momentu remontu na kolei wyjechanie gdziekolwiek z Radomska wymaga większej logistyki. Na domiar złego nie ma nocnego pociągu do Krynicy Zdrój. Chcąc dostać się do Nowego Sącza trzeba było jechać w sumie trzema pociągami. A to jak nie trudno się domyślić zajęło pół dnia. Finalnie dość późno dotarłem do Nowego Sącza. Zwykle o tej godzinie to ja krótsze etapy kończyłem a tu dopiero przyszło mi zaczynać. Rozpocząłem od krótkiej rundy po Nowym Sączu. Po solidnej pętli po mieście ruszyłem znaną mi trasą w kierunku Florynki. Nie ukrywam byłem bardzo mocno zdziwiony ogromnym natężeniem ruchu w okolicach Kamionki Wielkiej i Królowej Polskiej. Dopiero za tą drugą miejscowością ruch nieco zmalał. zaczął się za to może nie pozorny ale dość wymagający podjazd. Wiedziałem, że będzie mi on towarzyszył aż za miejscowość Bogusza. Kiedy już doturlałem się do tejże miejscowości i podjechałem na ostatni pagórek czekał na mnie zjazd. Gwidon rozwijał momentami prędkość w okolicach 50 km/h. Nic więc dziwnego, że w zasadzie przeleciałem przez Binczarową i dotarłem do drogi wojewódzkiej. Skręcam w prawo by po chwili odbić w lewo kierując się na Brunary. I znów co jakiś czas witają mnie mniej lub bardziej wymagające podjazdy. W Brunarach zatrzymuję się przy cerkwi, która jest wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Niestety jest zamknięta. Parę lat temu kiedy robiłem objazd obiektów sakralnych wpisanych na listę UNESCO z tamtym okolic miałem możliwość zobaczyć wewnątrz wspominany obiekt. Po krótkim postoju ruszam dalej. Za chwilę jestem już w Śnietnicy. Tam przypomniało mi się, żeby nie jechać na Uście Gorlickie tylko prosto. Pamiętam jak męczyłem się na podjeździe w miejscowości Czarna. Pojechałem więc prosto i odbiłem dopiero na Hańczową. Jadąc przez Stawiszę nie ominąłem podjazdów, których było całkiem sporo. Miałem jednak wrażenie, że były one mniej wymagające niż ten pod Czarną. Zresztą o ile dobrze pamiętam to kiedy byłej pierwszy raz w Wysowej Zdrój to też wracałem tą drogą do Nowego Sącza. Ruch na niej znikomy. Za to widoki piękne. I nie aż tak wyczerpujące podjazdy. Nie spiesząc się zbytnio dojechałem sobie do Hańczowej. Stamtąd miałem już ostatnią prostą do Wysowej Zdrój. Tam odszukałem miejsce noclegowe. Zostawiłem rzeczy i ruszyłem jeszcze do Parku Zdrojowego. 


Było już mocno późno, stąd i ludzi niewielu. Wracając z powrotem zatrzymałem się jeszcze na małą kolację. W końcu spora ilość pagórków nieco mnie zmęczyła. 

Komentarze