Niedzielna kolejka do ławeczki z Rancza

Tegoroczny maj jest zdecydowanie lepszy od tego sprzed roku. Toteż jak tylko mogę staram się wykorzystywać sprzyjającą aurę do organizacji wypraw rowerowych. Ostatnimi czasy są to wyjazdy w dalsze rejony naszego kraju, stąd nieodzowna jest tutaj pomoc polskich kolei. Dziś nasi regionalni przewoźnicy sprawnie dowieźli mnie do stacji kolejowej Mrozy. Stamtąd mogłem już rowerkiem ruszyć do Jeruzal. Do przejechania miałem raptem kilkanaście kilometrów. Trasę mimo dość sporego jak na lokalną drogę ruchu pokonałem dość sprawnie. 
Kiedy przeczytaliście, że moim celem na dziś był Jeruzal to z pewnością zaczęliście się zastanawiać co ja znów wymyśliłem. Otóż w miejscowości Jeruzal kręcono w większości sceny popularnego przed laty serialu Ranczo. Po dotarciu na miejsce zmartwił mnie widok motocykli, których właściciele za parking obrały sobie miejsce tuż przed słynnymi ławeczkami. Trzeba było czekać grubo ponad pół godziny zanim władcy szos zorientowali się, że nie są sami i nie tylko oni chcą sobie zrobić zdjęcia na przysklepowych ławeczkach, na których do bracia Japyczowie, Stojuk, Hadziuk i Pietrek prowadzili swoje słynne dysputy przy legendarnym Mamrocie. Wypełniając sobie czas aż motocykliście uprzątną swoje pojazdy odwiedziłem sklep. Tam dowiedziałem, że właściciele musieli zapłacić TVP w likwidacji za możliwość zachowania serialowego szyldu. Zawitałem na plac kościelny a także pod stary dom Więcławskiego i a jakże biuro senatora Kozioła. W końcu przyszedł czas, że mogłem w końcu zrobić sobie zdjęcia na serialowej ławeczce. 


Wbrew temu co mogłoby się wydawać nie jest jedyny sklep. Po drugiej stronie ryneczku jest drugi. A tuż obok niego punkt gastronomiczny gdzie można spróbować pierogów od Solejukowej. 
Z racji tego, że przejechałem niezbyt dużą ilość kilometrów drogę powrotną nieco sobie wydłużyłem. Najpierw pojechałem sobie na Cegłów. Stamtąd praktycznie cały czas poruszając się ciągami pieszo-rowerowymi dotarłem do Mińska Mazowieckiego. Po dotarciu do centrum chciałem sprawdzić jak dojechać do miejscowego Muzeum. Tak się nieszczęśliwie stało, że telefon wyślizgnął mi się z plecaki i upadł na chodnik. A, że niestety nie mam już niezniszczalnych Nokii tylko jakieś dotykowe wynalazki to szybka popękała. Cóż? Nie ma wyjścia trzeba będzie ją wymienić. Z nieco zmąconym humorem po lekkim kluczeniu udało mi się odnaleźć niewielkie Muzeum. Obejrzałem sobie kilka wystaw, które tam są. Rzecz jasna najbardziej zainteresowała mnie niewielka poświęcona Marszałkowi Piłsudskiemu. 
Po zwiedzaniu jeszcze tylko jedzonko i na dworzec. 

Komentarze